W modzie są kongresy i sympozja, na których szanowni państwo dyskutują nt. prognoz rozwoju Polski, najogólniej mówiąc. Ostatnio przy okazji strategi rozwojowych , wcześniej podczas kongresu kobiet , to tylko największe inicjatywy. Ale wszędzie kiełkuje myśl, że trzeba by jakiegoś przełamania impasu w myśleniu, żeby po 20 latach od obalenia wiadomo czego dokonać jakiegoś nowego skoku.
postulaty, z grubsza:
1. gospodarka oparta na wiedzy, co za tym idzie inwestycja w nowe technologie, innowacyjność, badania naukowe
2. edukacja i wsparcie rodziny, w celu odnowy brzydko zwanego human resources
3. zrównoważony rozwój, zielone technologie
Tylko kto ma tego przełomu dokonać? Nasz nieudolny i bezrefleksyjny rząd? szkoda, bo w końcu mam wrażenie, że obiecywali jakąś zmianę. Pomijam drugą Irlandię, ale właściwie dlaczego to pomijać? pogodzić się, że to tylko była ściema, taka gra w którą wszyscy graliśmy wiedząc że nic z tego nie będzie? Dlaczego nie ma ludzi z wizją, ludzi, którym perspektywa nie kończy sie na przyszłorocznym budżecie. jak to sie stało że rządzą ludzie, ktorych największym marzeniem jest fabryka w każdej wsi... beda miejsca pracy... tylko jakie, przy taśmie?? To ma być nasza innowacyjna gospodarka?? Mamy byc siłą roboczą europy czy liderem zmian cywilizacyjnych?
Kolejna sprawa, jak to możliwe że w kraju de facto wyznaniowym, katolickim, rodzina jest wyłącznie wartością, o której się gada? Dlaczego Polska przeznacza na pomoc rodzinie najmniej w Europie, tak, jesteśmy nawet po Mołdawii, czy Albanii, nie wytykając nikomu... I to nie chodzi oczywiście o socjal, pomoc sopłeczną dla obszarów biedy, bo do tego usiłuje sprowadzić to rząd, twiedząc że na razie jest kryzys ale potem się pomoże... A fabryce opla trzeba pomóc od razu właśnie dlatego że jest kryzys... Tak, bo fabryka jest ważniejsza niz setki tysięcy rodzin, właśnie dlatego że jest FABRYKĄ, a rodzina to balast, ciężar... Jakby fajnie się rządziło, gdyby nie było rodzin! Nie chodzi o zasiłki, chodzi o edukację dzieci, dostęp do internetu, pomoc kobietom w ciąży i pomoc pracodawcom, by opłacało się je zatrudniać, zmniejszenie świadczeń podatkowych, aby rodziny z dziećmi nie głodowały... cała masa jest tego. Ale nie.
O ekologii już nawet nie wspomnę, plany budowy elektrowni atomowych, zamiast planów wydatków na badania naukowe, by można było coś nowego odkryć ,bo tylko chyba totalny głąb mógłby stwiedzić, ze już wszystko w energetyce zostało odkryte i tak zostanie nam atom i węgiel metodą tradycyjną, bo technologii chociażby zgazowania węgla nie możemy kupić, choć wymyślili ją Polacy (ale za czyjeś inne pieniądze i dal kogoś innego, nam sie nie opłacało sfinansować tych badań). Super, atom i wegiel, solarna sie nie opłaca, wiatrowa jest za droga... Ale za parę lat gdy będzie to wszędzie wdrazane, obudzimy się z ręką w nocniku i jeszcze nam przypieprzą kary za emisję.
I jeszcze coś, na totalne zdołowanie. Nie inwestujemy w kulturę i humanistykę szeroko rozumianą, bo przecież PKB wyrabiają inżynierowie i handlowcy... Na Zachodzie 40% ludzi pracuje w sektorze kultury i nie głodują nawet... Bo gospodarka się tam rozgrywa gdzie jest wizerunek, a wizerunek robi kultura, gdzie jest kultura tam się coś dzieje, a wszyscy chcą być tam gdzie się coś dzieje, a nie tam gdzie jest marazm. kto to zrozumie, będzie o krok przed resztą. Ale coż, emigracja zarobkowa Polaków w XXI w. była najwięksżą w dziejach ojczyzny, wyjechało 2 mln ludzi, głównie ci od kultury, bo nie mogli znaleźć pracy... Tego nie odrobimy przez 20 lat, bo tyle sie liczy na pokolenie, a to jest całe zmarnowane z punktu widzenia kraju pokolenie.
dla porównania w czasie wojny staciliśmy 6 mln obywateli.
Na edukację zero, na innowację zero, na ekologię zero, na rodzinę zero, na badania naukowe zero.
Na opla, na stocznie, na armię, na rolnictwo........
Gówno będziemy mieć, nie skok.
piątek, 16 października 2009
piątek, 24 lipca 2009
Francja pokazuje kierunek
Trochę już to przebrzmiało, ale wracając do katastrofy airbusa 440, to zadziwiające jest, że we mszy w katedrze Notre Dame uczestniczył oficjalnie prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Jak to tak? W panstwie tak uporczywie starającym się być swieckim? Co, jak trwoga to do Boga?
Ale Nicolas jest specyficzny. na przykład zabronić chce noszenia burek. Tak, Francja się ocknęła i bedzie bronić swych wartości, liberte, egalite, fraternite. Allez! To też znamienne, w imię tolerancji nie pozwolimy na nietolerancję. Nie skorzystał z okazji żeby siedzieć cicho...
Tak trzymać Francjo. Bo każde zywe spoleczeństwo musi się kierować jakimiś wartościami , sama tolerancja dla inności to tylko pusta skorupa , w ktorą trzeba coś włożyć.
Ale Nicolas jest specyficzny. na przykład zabronić chce noszenia burek. Tak, Francja się ocknęła i bedzie bronić swych wartości, liberte, egalite, fraternite. Allez! To też znamienne, w imię tolerancji nie pozwolimy na nietolerancję. Nie skorzystał z okazji żeby siedzieć cicho...
Tak trzymać Francjo. Bo każde zywe spoleczeństwo musi się kierować jakimiś wartościami , sama tolerancja dla inności to tylko pusta skorupa , w ktorą trzeba coś włożyć.
Umarł król...
Czytałam wiele wymadrzeń, że biały Jackson to ekperyment eugeniczny, i o tym czy artysta był bad czy tylko próbowali go wrobić.
Moja opinia - on był dzieckiem, takim Piotrusiem Panem. Te jego nibylandie, ta jego chęć, by być bialym czlowiekiem. "Ale ja chcę!" Nieprzyjmowanie do wiadomości, że pewnych rzeczy nie da się zmienić. Kto czytał w oryginale a nie tylko oglądał u Disneya wie, ze Piotruś to nie była bynajmniej "jednoznaczna moralnie" postać. Autor pięknie pokazał nie tylko jego fantastyczną wyobraźnię, ale też swoiste okrucieństwo a przede wszystkim inne wartościowanie. Jakcson był wyjątkowy , tu akurat wszyscy się zgadzają. A wyjątkowych ludzi nie jest łatwo zrozumieć a tym bardziej osądzic, inaczej nie byliby wyjątkowi. To co dla dorosłego czlowieka nazywa sie molestowanie, dla dziecka może być zabawą w szpital, pamiętajmy.
Teraz trwa dochodzenie, czy jego doktor zachował sie w porządku, czy nie faszerował go lekami. Ale co miał zrobić jak każda komórka Jacksona krzyczała z bolu jak po jakiejś chorobie popromiennej, zresztą może to była choroba popromienna. Co miał zrobić, nie przepisać mu środków przeciwbolowych, to by było zgodne z etyką lekarską??
Moja opinia - on był dzieckiem, takim Piotrusiem Panem. Te jego nibylandie, ta jego chęć, by być bialym czlowiekiem. "Ale ja chcę!" Nieprzyjmowanie do wiadomości, że pewnych rzeczy nie da się zmienić. Kto czytał w oryginale a nie tylko oglądał u Disneya wie, ze Piotruś to nie była bynajmniej "jednoznaczna moralnie" postać. Autor pięknie pokazał nie tylko jego fantastyczną wyobraźnię, ale też swoiste okrucieństwo a przede wszystkim inne wartościowanie. Jakcson był wyjątkowy , tu akurat wszyscy się zgadzają. A wyjątkowych ludzi nie jest łatwo zrozumieć a tym bardziej osądzic, inaczej nie byliby wyjątkowi. To co dla dorosłego czlowieka nazywa sie molestowanie, dla dziecka może być zabawą w szpital, pamiętajmy.
Teraz trwa dochodzenie, czy jego doktor zachował sie w porządku, czy nie faszerował go lekami. Ale co miał zrobić jak każda komórka Jacksona krzyczała z bolu jak po jakiejś chorobie popromiennej, zresztą może to była choroba popromienna. Co miał zrobić, nie przepisać mu środków przeciwbolowych, to by było zgodne z etyką lekarską??
niedziela, 7 czerwca 2009
Rwanda, parę lat później
Tyle było rocznic że nie zauważono rocznicy najwiekszego ludobójstwa w całym tym wieku chyba. W Rwandzie w ciągu trzech miesięcy wymordowano 800 tys. ludzi. Mali chłopcy obcinali sobie nawzajem penisy i wpychali do ust. Nie mieli czołgów i karabinów, mieli maczety i kije. Teraz próbują znów razem żyć, podobno.
W tym kraju powitanie, nasze "dzień dobry" brzmi ponoć, po przetłumaczeniu: "obudziłeś się żywy".
W tym kraju powitanie, nasze "dzień dobry" brzmi ponoć, po przetłumaczeniu: "obudziłeś się żywy".
niedziela, 31 maja 2009
Szpital
Fakt jest taki, że urodziłam się w najstarszym szpitalu w Polsce. Powstał w 1294 i przez ponad 700 lat byl areną walki życia ze śmiercią. Sandomierski szpital św. Ducha byl sierocińcem, szpitalem polowym wszystkich frontów, hospicjum i porodówką. Jodyna, gotowane strzykawki, skalpele do upuszczania krwi, wiertła do borowania w zębach. Wysokie sale i ten zapach - świadectwo postępów medycyny przez wieki, cierpień, cudownych uzdrowień, konań, duchów. W październiku 44 roku Niemcy z Bramy Opatowskiej ostrzeliwali Ruskich stojących za Wisłą, a Ruscy ostrzeliwali Bramę. Tylko wtedy 20 pocisków spadło na szpital, podobno cud to był i szczegolne wsparcie Sw. Ducha, ze tylko jedna osoba została ranna. Takie Królestwo, jak z von Triera.
Teraz jest tam siedziba większej jednostki Caritasu, signum temporis. Budynek remontują, odnawiają, odpicowują a ja i tak wiem swoje. Na miejsca gdzie anioł i diabeł grają o dusze trzeba uważać. Miejsc gdzie są szczeliny w istnieniu, gdzie odsłania się kotara za którą... Takich miejsc nie należy lekcewazyć. Jak przechodzę tamtędy, zwłaszcza od ul. Sokolnickiego i patrzę w malutkie zakratowane okienko obłażące z bialej farby.... skóra mi się jeży na plecach Z łaskawości losu pozwolono mi tam złapać pierwszy oddech. Wielu też tej szansy nie dostało. Tak wypadło, ene due ...
Teraz jest tam siedziba większej jednostki Caritasu, signum temporis. Budynek remontują, odnawiają, odpicowują a ja i tak wiem swoje. Na miejsca gdzie anioł i diabeł grają o dusze trzeba uważać. Miejsc gdzie są szczeliny w istnieniu, gdzie odsłania się kotara za którą... Takich miejsc nie należy lekcewazyć. Jak przechodzę tamtędy, zwłaszcza od ul. Sokolnickiego i patrzę w malutkie zakratowane okienko obłażące z bialej farby.... skóra mi się jeży na plecach Z łaskawości losu pozwolono mi tam złapać pierwszy oddech. Wielu też tej szansy nie dostało. Tak wypadło, ene due ...
sobota, 30 maja 2009
I love my planet
Nowością XXI w. w kulturze jest globalność myślenia w kwestiach ochrony środowiska- żadne odkrycie, ale w Polsce to zupełna nowość. Jaskółki już są - pojemniki do segregowania odpadów, wielość organizacji proekologicznych i "proanimalnych", kosmetyki z upraw kontrolowanych, drewno z lasów zarządzanych w sposób zrównoważony, torby biodegradalne w sklepach zamiast reklamówek, w szkołach ciągła łopatologia, ale to dobrze, bo czym skorupka za młodu... Oczywiście to wszystko ma swoją czarną stronę - wszystkie posegregowane śmieci zabiera jedna ciężarówka, lasy i tak wszyscy wycinają jak im pasuje, wiem, bo budowałam dom drewniany i kupowałam, a zwierzęta się nagminnie maltretuje i nikt nic nie może zrobić, co dobitnie pokazuje przykład z targu w Nowym Targu właśnie. Dzieci w szkole co innego a dziadkowie i rodzice co innego. Złe przykłady można mnożyć, ale trzeba widzieć tendencję. A ona jest pozytywna - otóż WSTYD jest się przyznać do zrzucania ścieków czy podrzucania śmieci w lasach, a to już dużo. Bo w Polsce zawsze była powszechne przyzwolenie na niszczenie otoczenia, na zasadzie że za płotem to już może być gnój byle by na podwórku było czysto. Wstyd jest blisko tabu, a zatem ojczyzna zmierza w dobrym kierunku, byle by już tylko pokolenie postsowieckie wymarło...
W ogóle zainteresowanie ekologią jest taką dominującą narracją w naszych czasach. Europa przoduje i chwała jej za to, ale teraz już dołącza Ameryka Obamowa, bardzo dobrze. Najgorzej jest z azjatykimi tygrysami, ale coż, bycie liderem cywilizacyjnym zobowiązuje, w końcu przez 200 lat niszczyliśmy wszystko co się da, począwszy od innych kultur po rzeki i glebę. Oni też muszą trochę poniszczyć, ale dostosują się szybciej, bo mają przykład. Nie mam oczywiście złudzeń że globalne ocieplenie nastąpi a surowce się wyczerpią - tak będzie, ale ocieplenie nie będzie nieodwracalne, a trochę ropy i uranu zawsze zostanie, nie tyle by sie dało z tego czerpać korzyści ale do badań dla przyszłych pokoleń:) Dobrze że sie obudziliśmy. trochę późno ale nie za późno. Wieszczenie globalnej katastrofy nie ma podstaw, nie doceniamy jeszcze w pełni zdolności Matki Natury. To tak jak przed kilkudziesięciu laty, w erze wyścigu zbrojeń, mówiono iż ludzkość dysponuje taką ilością broni jądrowej że jest w stanie unicestwić życie na ziemi. Teraz już wiadomo iż człowiek nie jest w stanie zniszczyć życia, może wyniszczyć duże ssaki. Reszta w mniejszym lub większym stopniu przeżyje, przemutuje i zostanie. Jesteśmy w stanie pchnąć ewolucję na inne, być może potworne z naszego punktu widzenia tory, ale nie jesteśmy w stanie unicestwić zycia, bo planeta nasza jest cała żyjąca, opleciona i porośnięta tkanką biologiczną. Bakterie żyją w wodzie, która chłodzi reaktory atomowe. Ale dobrze że tak myśleliśmy bo się trochę opamiętaliśmy z atomem, choć nie do końca zważywszy na to, jakie plany energetyczne ma nasz rząd:( Może jak będziemy wierzyć w globalne ocieplenie to zrobimy więcej żeby go nie było.
W ogóle zainteresowanie ekologią jest taką dominującą narracją w naszych czasach. Europa przoduje i chwała jej za to, ale teraz już dołącza Ameryka Obamowa, bardzo dobrze. Najgorzej jest z azjatykimi tygrysami, ale coż, bycie liderem cywilizacyjnym zobowiązuje, w końcu przez 200 lat niszczyliśmy wszystko co się da, począwszy od innych kultur po rzeki i glebę. Oni też muszą trochę poniszczyć, ale dostosują się szybciej, bo mają przykład. Nie mam oczywiście złudzeń że globalne ocieplenie nastąpi a surowce się wyczerpią - tak będzie, ale ocieplenie nie będzie nieodwracalne, a trochę ropy i uranu zawsze zostanie, nie tyle by sie dało z tego czerpać korzyści ale do badań dla przyszłych pokoleń:) Dobrze że sie obudziliśmy. trochę późno ale nie za późno. Wieszczenie globalnej katastrofy nie ma podstaw, nie doceniamy jeszcze w pełni zdolności Matki Natury. To tak jak przed kilkudziesięciu laty, w erze wyścigu zbrojeń, mówiono iż ludzkość dysponuje taką ilością broni jądrowej że jest w stanie unicestwić życie na ziemi. Teraz już wiadomo iż człowiek nie jest w stanie zniszczyć życia, może wyniszczyć duże ssaki. Reszta w mniejszym lub większym stopniu przeżyje, przemutuje i zostanie. Jesteśmy w stanie pchnąć ewolucję na inne, być może potworne z naszego punktu widzenia tory, ale nie jesteśmy w stanie unicestwić zycia, bo planeta nasza jest cała żyjąca, opleciona i porośnięta tkanką biologiczną. Bakterie żyją w wodzie, która chłodzi reaktory atomowe. Ale dobrze że tak myśleliśmy bo się trochę opamiętaliśmy z atomem, choć nie do końca zważywszy na to, jakie plany energetyczne ma nasz rząd:( Może jak będziemy wierzyć w globalne ocieplenie to zrobimy więcej żeby go nie było.
umarł blog niech żyje blog!
Jedno wytłumaczenie mojego niepisania - mam dosyć plusa i tego ich internetu! Na wiosce u mnie nie działa i w mieszkaniu w centrum Krakowa też nie! Co jest, k... Nawet maila trudno wysłać ,trudno ściągnąć pocztę, a już coś większego to masakra! Pewnie zaraz wywali mi bloga... Ale to nic, zaczynam od nowa!
niedziela, 8 marca 2009
Rozumienie
Byłam w kościele, słuchałam kazania ppasyjnego. Temat przewodni tegorocznych to dary ducha świętego, mało pasyjne, w zeszłym roku był cykl o podstępach szatana, to dopiero była jazda, ale, a jakze byłam i słuchałam . Dzis bylo o darze rozumienia, baardzo ciekawy dar. Ale kazanie bylo słabe ogólnie, troche cytatów z pism objawionych i główna teza, że człowiek nie rozumie zamysłow Boga, nie korzysta z daru ktory otrzymał na bierzmowaniu. Ale zaraz potem, że powinniśmy się modlić o ten dar, bo kto szuka ten znajdzie. Niekonsekwencja, aczkolwiek można te tezy połączyć, tylko trzeba to wytłumaczyć ,aby wierni ZROZUMIELI. Ale nie o tym chciałam.
Rozumienie jako naczelna kategoria egzystencjalna pojawia się w filozofii póżno, ale wcześniej były już do niej przymiarki, tylko rozważano ją przy okazji problemów poznania, co uniemożliwiało postępy;) W filozofii średniowiecznej pojawia się sformułowanie ciągle ważne i aktualne dla współczesnej doktryny kościoła - wiara poszukująca rozumienia. Spłycając, chodzi o to iż zakładamy pewne dogmaty, a więc rzeczy których nie można udowodnić (przede wszystkim trójjedność bóstwa), ale są także rzeczy w doktrynie, które można zrozumieć (a wbrew powszechnym poglądom nie był to czas, kiedy nie dokonywał się postęp na drogach myślenia) za pomocą rozumu, bez pomocy nadprzyrodzonej. Jedną z tych rzeczy było twierdzenie o istnieniu Boga, które uważane było za dowodliwe, co ciekawe. Rozumiem potrzebę rozumienia wiary, jest to naturalne i przynależne dla wszystkich w miarę intelignetnych ludzi, oczywiście wierzących mam na myśli, bo dla niewierzących nie ma potrzeby szukać zrozumienia w tej kwestii rzecz jasna. Ale ciekawsze chwilowo wydaje mi się rozumienie poszukujące wiary. Rzecz trudna i dziwna, bo niby jeśli zrozumiem to wiem, a nie wierzę, wiara zakłada chyba jakieś zawierzenie, danie słowu wiary, wzięcie tego wszystkiego "na wiarę" a nie na "chłopski rozum". Zatem rozumienie nie przybliża do wiary, teoretycznie. Ale w praktyce czuje że jakiś związek tu może być, jeśli się wie coraz więcej, to można uchylić zasłony...nawet jeśli za zasloną jest tajemnica. W każdym razie jest się na drodze poznania tego czegoś, przecież można poznać tę samą rzecz za pomocą rożnych metod, nikt nie obalił tego w każdym razie, zakładam taką możliwość.
Chińczycy uważali że prawdziwa jest ta teza która obejmuje-nakreśla-rozwaza swój przedmiot ze wszystkich jego aspektów (jin-jang), a jednostronne rozważanie nieuchronnie prowadzi do błedu. Dlatego myślę, że i teza Alberta Wielkiego (ups, czy na pewno, ale to było dawno) i moje jej odwrócenie jest właściwie poszukiwaniem dwóch stron tego samego, bo przecież i przedmiot jest ten sam - Bóg i obie te kategorie jakoś się przenikają w poszukiwaniach. No bo u początku każdego badania jest jakieś założenie. U Alberta założeniem są tezy doktryny, które rozumie badź, tam gdzie kończy sie rozumienie, przyjmuje jako dogmat. U mnie na początku jest pragnienie zrozumienia, a jak współcześnie wiadomo, rozumieć można tylko niejako "od środka", trzeba założyć istnienie tego co chce sie zrozumieć. A więc mamy z Albertem wspólne też zalozenia. Daj Boże żebyśmy też doszli do takich samych wniosków, w końcu on został świętym i uznanym za wielkiego.
Rozumienie jako naczelna kategoria egzystencjalna pojawia się w filozofii póżno, ale wcześniej były już do niej przymiarki, tylko rozważano ją przy okazji problemów poznania, co uniemożliwiało postępy;) W filozofii średniowiecznej pojawia się sformułowanie ciągle ważne i aktualne dla współczesnej doktryny kościoła - wiara poszukująca rozumienia. Spłycając, chodzi o to iż zakładamy pewne dogmaty, a więc rzeczy których nie można udowodnić (przede wszystkim trójjedność bóstwa), ale są także rzeczy w doktrynie, które można zrozumieć (a wbrew powszechnym poglądom nie był to czas, kiedy nie dokonywał się postęp na drogach myślenia) za pomocą rozumu, bez pomocy nadprzyrodzonej. Jedną z tych rzeczy było twierdzenie o istnieniu Boga, które uważane było za dowodliwe, co ciekawe. Rozumiem potrzebę rozumienia wiary, jest to naturalne i przynależne dla wszystkich w miarę intelignetnych ludzi, oczywiście wierzących mam na myśli, bo dla niewierzących nie ma potrzeby szukać zrozumienia w tej kwestii rzecz jasna. Ale ciekawsze chwilowo wydaje mi się rozumienie poszukujące wiary. Rzecz trudna i dziwna, bo niby jeśli zrozumiem to wiem, a nie wierzę, wiara zakłada chyba jakieś zawierzenie, danie słowu wiary, wzięcie tego wszystkiego "na wiarę" a nie na "chłopski rozum". Zatem rozumienie nie przybliża do wiary, teoretycznie. Ale w praktyce czuje że jakiś związek tu może być, jeśli się wie coraz więcej, to można uchylić zasłony...nawet jeśli za zasloną jest tajemnica. W każdym razie jest się na drodze poznania tego czegoś, przecież można poznać tę samą rzecz za pomocą rożnych metod, nikt nie obalił tego w każdym razie, zakładam taką możliwość.
Chińczycy uważali że prawdziwa jest ta teza która obejmuje-nakreśla-rozwaza swój przedmiot ze wszystkich jego aspektów (jin-jang), a jednostronne rozważanie nieuchronnie prowadzi do błedu. Dlatego myślę, że i teza Alberta Wielkiego (ups, czy na pewno, ale to było dawno) i moje jej odwrócenie jest właściwie poszukiwaniem dwóch stron tego samego, bo przecież i przedmiot jest ten sam - Bóg i obie te kategorie jakoś się przenikają w poszukiwaniach. No bo u początku każdego badania jest jakieś założenie. U Alberta założeniem są tezy doktryny, które rozumie badź, tam gdzie kończy sie rozumienie, przyjmuje jako dogmat. U mnie na początku jest pragnienie zrozumienia, a jak współcześnie wiadomo, rozumieć można tylko niejako "od środka", trzeba założyć istnienie tego co chce sie zrozumieć. A więc mamy z Albertem wspólne też zalozenia. Daj Boże żebyśmy też doszli do takich samych wniosków, w końcu on został świętym i uznanym za wielkiego.
sobota, 21 lutego 2009
1 Kor
Zastanawianie sie nad rolą łaski i dobrych uczynków przyprawia o zawrót głowy. Dlatego nawet nie pretenduję do jakiegoś spójnego tekstu , chciałabym tylko nieco uporządkować swe myśli. Napisana myśl ma moc, której jest pozbawiona ta biedaczyna co to się ledwo kołacze w głowie. Gdybym umiała pisać spójne teksty to może bym mogła zostać na filozofii, a tak tułam się nieszczęsna po obrzeżach kulturalnego świata;). Plusem jest to że nie muszę bronić własnych, napisanych tez, mogę zmieniać poglądy jak chorągiewka na wietrze, a kto mi zabroni.
Św. Paweł pisał iż głoszenie ewangelii jest dla niego obowiązkiem, a za czynienie powinności nie wolno oczekiwać zapłaty, choć może się zdarzyć. To ciekawe, w kontekście tego jego objawienia. No właśnie, nie jest ono jego zasługą, a więc nie może oczekiwać zapłaty (w domyśle nagrody niebieskiej). Uważa że ma moralny obowiązek gloszenia tego co go spotkało, i przeciwstawienie się temu obowiązkowi byłoby odstępstwem od... tu sobie można dodać różne rzeczy, na przykład zasad, Prawa, sumienia itp. Wypełnienie powinności ustanawia jakby dopiero stan zerowy i zasługą może być dopiero to co ponad to. To "ponad to" u Pawła jest miłość.
Jest to kantowskie az do bólu. W centrum moralności jest postawiona kategorycznie sformułowana powinność, obiektywny, niezależny od intencji i odczuć podmiotu obowiązek. Cóż, Kant był protestantem, a Paweł nim został po latach:) Jednak Paweł nie chce być filozofem (zważywszy na to iż zwracał sie do Koryntian, napasionych przez wieki platonizmami i innymi sofizmami, szybko by wymiękł w dyskusjach z nimi:). Poważniej mówiąc, pokazuje iż jego posługa, czy jak to nazwać, przekracza granice moralności. No bo stawia w centrum miłość. Tu klops, miłość to nie jest lubiana przez filozofię kategoria, choć niektórzy próbowali się z nią zmierzyć, Sokrates próbował i Manis (ten Chińczyk). Jest za bardzo intymna, a filozofia ma zboczoną skłonność od uogólnień. Miłość ma przeróżne odcienie, znaczy co raz to co innego - tak więc Paweł mógł choć na chwilę zamknąć przy jej pomocy gęby rozgadanych Koryntian. Ale nie tylko temu to służy, wywalenie moralności poza kwestię nagrody i kary nie wyklucza jakiejś nagrody i kary, tylko na innej płaszczyźnie, nie moralnej tylko...należałoby chyba napisać iż na płaszczyźnie wiary. Paweł rozgranicza moralność, umieszczając ją gdzieś w okolicy prawa naturalnego i wiarę, umieszczając ją w kontekście miłości i ofiary Chrystusa, która z tejże wypływała. A zatem nagroda jest za miłość, nie za wypełnianie powinności. Scheller pisał iż dla moralności (a rozumiał ją po kantowsku) Bóg nie powinien istnieć. Bo wtedy nasze czyny są podyktowane strachem przed Bogiem, a nie wypływają z naszej woli. Faktycznie, choć powiedziałabym raczej że nie musi istnieć. Zresztą widać to przecież, ludzie niewierzący w Boga nie są bynajmniej mniej moralni niż wierzący. Może to faktycznie wynika z prawa naturalnego, choć osobiście nie cierpię tego określenia bo usprawiedliwia się nim najgorsze prześladowania, nietolerancję i wypaczenia. A zatem tym czym się ma różnić chcreścijanin wg Pawła od ateisty - to miłością właśnie. Ciężka sprawa, nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Św. Paweł nie jest tylko kantowski, bo nie jest ekstremalny i dogmatyczny, a każdy rasowy filozof przecież taki jest (jaka szkoda że nie jestem rasowym filozofem!). Paweł wyraźnie rozróżnia to co wedle jego mniemania pochodzi od samego Boga, i to co jemu samemu sie wydaje. Unika radykalnych sądów, nie daje jednoznacznych recept. Dlatego jest tak łatwo posłużyć się jego autorytetem, by przekonywać do takiego a nie innego rozwiązania. Każdy go chce - protestanci, i katolicy i kościoły wschodnie. On jest po prostu bardzo pragmatyczny, stara się być wyrozumiały, sprawiedliwy. Oceniać tylko tyle na ile czuje sie kompetentny, nie odrzucać zawczasu. Przestrzegać zwyczajów, skoro nie ma nic lepszego. Ciekawe że niektórzy uważają ga za radykała. Choć ja to rozumiem, bo on jest radykalny w swym umiarkowaniu, a takich ludzi wcale nie ma wielu. Cóż, świat składa się ze świrów, dla których nie-świr to jakaś ekstrema;)
O tej miłości, którą uczynił centrum swych rozważań napiszę kiedy indziej, jak się pozbieram, bo trudno jest analizować miłość. Nie mam narzędzi, na filozofii nie uczono;) Może jako fenomen, poprzez kategorię wglądu?? Zobaczymy...
Smutne jest to że poglady Pawła zostały uzyte jako dogmaty, jakieś niezmienne prawa, w które należy ślepo wierzyć i ich przestrzegać. A on naprawdę nie podawał dogmatów, on tylko relacjonował to co jest treścią nauczania Jezusa, a więc głównie przsłanie miłości - i to jest faktycznie niezmienne, no bo jeśli to się zacznie podważać, no to się wyklucza poza chrześcijaństwo - i to co jest jego pomysłami na funkcjonowanie wspólnoty kościoła, a co nie jest nijak kategoryczne i niezmienne.Pozytywny przykład - choćby jego pogląd, by kobiety nakrywały głowy w kościele - zmienił się bo zmieniły się czasy i u nikogo już jak sądzę, wlosy kobiet nie wzbudzają szczególnej pożadliwości, ale gdybyśmy się znaleźli w meczecie, to wypada sie jednak nakryć, po prostu tak każe ich obyczaj i nie ma co tu się wygłupiać. Inaczej z nakazaem odkrycia głowy przez mężczyzn, stoją biedacy w zimno i nie mogą być w czapce, bo że co? Bogu sie to nie podoba? Głupstwo, ale polecenie Pawła w tym przypadku stało się nakazem wiary i biedni faceci muszą to znosić, jakby się nie mógł znaleźć jakiś mądry biskup, który by w końcu powiedział, dość wygłupów. To są może drobiazgi, ale są też poważne sprawy, kwestia np. kapłaństwa kobiet i małżeństw księży. Protestanci przeczytali że Paweł tylko doradzał bezżenność, pisał iż kto bierze dziewicę postępuje pięknie, a kto nie bierze postępuje lepiej (czy jakoś tak, cytat z głowy) i uznali że jest to wybór pastora. U nas, zakaz, a jakże. Z kapłaństwem kobiet też, u nas nie do pomyslenia, u nich po prostu zmiana obyczajów nic nie mająca wspólnego z kwestią wiary. No nie ukrywam że mi sie ich postawa bardziej podoba, i nowocześniejsza i bardziej źródłowa. Ich stosunek do papieża też jest zdrowszy. Przecież w pierwszych wspólnotach nikt nie uznawał Pawła czy Piotra za nieomylnych, trwały dyskusje. Wiara Jezusa nie jest zbiorem praw. Prawo jest rzymskie, mojżeszowe, anglosaskie... szkoda że tego sie nie rozumie.
Św. Paweł pisał iż głoszenie ewangelii jest dla niego obowiązkiem, a za czynienie powinności nie wolno oczekiwać zapłaty, choć może się zdarzyć. To ciekawe, w kontekście tego jego objawienia. No właśnie, nie jest ono jego zasługą, a więc nie może oczekiwać zapłaty (w domyśle nagrody niebieskiej). Uważa że ma moralny obowiązek gloszenia tego co go spotkało, i przeciwstawienie się temu obowiązkowi byłoby odstępstwem od... tu sobie można dodać różne rzeczy, na przykład zasad, Prawa, sumienia itp. Wypełnienie powinności ustanawia jakby dopiero stan zerowy i zasługą może być dopiero to co ponad to. To "ponad to" u Pawła jest miłość.
Jest to kantowskie az do bólu. W centrum moralności jest postawiona kategorycznie sformułowana powinność, obiektywny, niezależny od intencji i odczuć podmiotu obowiązek. Cóż, Kant był protestantem, a Paweł nim został po latach:) Jednak Paweł nie chce być filozofem (zważywszy na to iż zwracał sie do Koryntian, napasionych przez wieki platonizmami i innymi sofizmami, szybko by wymiękł w dyskusjach z nimi:). Poważniej mówiąc, pokazuje iż jego posługa, czy jak to nazwać, przekracza granice moralności. No bo stawia w centrum miłość. Tu klops, miłość to nie jest lubiana przez filozofię kategoria, choć niektórzy próbowali się z nią zmierzyć, Sokrates próbował i Manis (ten Chińczyk). Jest za bardzo intymna, a filozofia ma zboczoną skłonność od uogólnień. Miłość ma przeróżne odcienie, znaczy co raz to co innego - tak więc Paweł mógł choć na chwilę zamknąć przy jej pomocy gęby rozgadanych Koryntian. Ale nie tylko temu to służy, wywalenie moralności poza kwestię nagrody i kary nie wyklucza jakiejś nagrody i kary, tylko na innej płaszczyźnie, nie moralnej tylko...należałoby chyba napisać iż na płaszczyźnie wiary. Paweł rozgranicza moralność, umieszczając ją gdzieś w okolicy prawa naturalnego i wiarę, umieszczając ją w kontekście miłości i ofiary Chrystusa, która z tejże wypływała. A zatem nagroda jest za miłość, nie za wypełnianie powinności. Scheller pisał iż dla moralności (a rozumiał ją po kantowsku) Bóg nie powinien istnieć. Bo wtedy nasze czyny są podyktowane strachem przed Bogiem, a nie wypływają z naszej woli. Faktycznie, choć powiedziałabym raczej że nie musi istnieć. Zresztą widać to przecież, ludzie niewierzący w Boga nie są bynajmniej mniej moralni niż wierzący. Może to faktycznie wynika z prawa naturalnego, choć osobiście nie cierpię tego określenia bo usprawiedliwia się nim najgorsze prześladowania, nietolerancję i wypaczenia. A zatem tym czym się ma różnić chcreścijanin wg Pawła od ateisty - to miłością właśnie. Ciężka sprawa, nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Św. Paweł nie jest tylko kantowski, bo nie jest ekstremalny i dogmatyczny, a każdy rasowy filozof przecież taki jest (jaka szkoda że nie jestem rasowym filozofem!). Paweł wyraźnie rozróżnia to co wedle jego mniemania pochodzi od samego Boga, i to co jemu samemu sie wydaje. Unika radykalnych sądów, nie daje jednoznacznych recept. Dlatego jest tak łatwo posłużyć się jego autorytetem, by przekonywać do takiego a nie innego rozwiązania. Każdy go chce - protestanci, i katolicy i kościoły wschodnie. On jest po prostu bardzo pragmatyczny, stara się być wyrozumiały, sprawiedliwy. Oceniać tylko tyle na ile czuje sie kompetentny, nie odrzucać zawczasu. Przestrzegać zwyczajów, skoro nie ma nic lepszego. Ciekawe że niektórzy uważają ga za radykała. Choć ja to rozumiem, bo on jest radykalny w swym umiarkowaniu, a takich ludzi wcale nie ma wielu. Cóż, świat składa się ze świrów, dla których nie-świr to jakaś ekstrema;)
O tej miłości, którą uczynił centrum swych rozważań napiszę kiedy indziej, jak się pozbieram, bo trudno jest analizować miłość. Nie mam narzędzi, na filozofii nie uczono;) Może jako fenomen, poprzez kategorię wglądu?? Zobaczymy...
Smutne jest to że poglady Pawła zostały uzyte jako dogmaty, jakieś niezmienne prawa, w które należy ślepo wierzyć i ich przestrzegać. A on naprawdę nie podawał dogmatów, on tylko relacjonował to co jest treścią nauczania Jezusa, a więc głównie przsłanie miłości - i to jest faktycznie niezmienne, no bo jeśli to się zacznie podważać, no to się wyklucza poza chrześcijaństwo - i to co jest jego pomysłami na funkcjonowanie wspólnoty kościoła, a co nie jest nijak kategoryczne i niezmienne.Pozytywny przykład - choćby jego pogląd, by kobiety nakrywały głowy w kościele - zmienił się bo zmieniły się czasy i u nikogo już jak sądzę, wlosy kobiet nie wzbudzają szczególnej pożadliwości, ale gdybyśmy się znaleźli w meczecie, to wypada sie jednak nakryć, po prostu tak każe ich obyczaj i nie ma co tu się wygłupiać. Inaczej z nakazaem odkrycia głowy przez mężczyzn, stoją biedacy w zimno i nie mogą być w czapce, bo że co? Bogu sie to nie podoba? Głupstwo, ale polecenie Pawła w tym przypadku stało się nakazem wiary i biedni faceci muszą to znosić, jakby się nie mógł znaleźć jakiś mądry biskup, który by w końcu powiedział, dość wygłupów. To są może drobiazgi, ale są też poważne sprawy, kwestia np. kapłaństwa kobiet i małżeństw księży. Protestanci przeczytali że Paweł tylko doradzał bezżenność, pisał iż kto bierze dziewicę postępuje pięknie, a kto nie bierze postępuje lepiej (czy jakoś tak, cytat z głowy) i uznali że jest to wybór pastora. U nas, zakaz, a jakże. Z kapłaństwem kobiet też, u nas nie do pomyslenia, u nich po prostu zmiana obyczajów nic nie mająca wspólnego z kwestią wiary. No nie ukrywam że mi sie ich postawa bardziej podoba, i nowocześniejsza i bardziej źródłowa. Ich stosunek do papieża też jest zdrowszy. Przecież w pierwszych wspólnotach nikt nie uznawał Pawła czy Piotra za nieomylnych, trwały dyskusje. Wiara Jezusa nie jest zbiorem praw. Prawo jest rzymskie, mojżeszowe, anglosaskie... szkoda że tego sie nie rozumie.
Etykiety:
chrześcijaństwo,
filozofia,
Kant,
moralność,
protestantyzm,
św. Paweł
Sen o S.
Śniła mi się wiosna. Bez zaczynał kwitnąć za stodołą. Była już zielona trawa ze stokrotkami i jeszcze jakimiś niebieskimi kwiatkami. Dom miał nieocieplony dach. Gdzieniegdzie leżały jeszcze resztki śniegu, w cieniu i pod ścianami murów. Wróciłam do Krakowa a tu środek zimy. Jakże symboliczne.
czwartek, 29 stycznia 2009
Gołe baby - postscriptum
Feministki nigdy nie zrealizują swych światłych postulatów, bo seksizm jest najstarszym sposobem odnoszenia się osobników w obrębie stada (potem gatunku) ludzkiego. Wręcz jest nieodłącznym składnikiem natury ludzkiej. Leży u podstaw stosunków społecznych, doktryn religijnych, modeli życia rodzinnego, ustroju politycznego, dyskursu i form języka (człowiek-mężczyzna, żeby tylko wspomnieć). Żądać zmiany tego to tyle co prosić o gwiazdkę z nieba.
Dowodem na to wybory w Ameryce - jak już musi być jakaś zmiana to woleli czarnucha - Obamę niż babę - Clinton.
Dowodem na to wybory w Ameryce - jak już musi być jakaś zmiana to woleli czarnucha - Obamę niż babę - Clinton.
Gołe baby gdziekolwiek nie spojrzeć...
Jestem, jakby to ująć bez ogródek... feministką:( Źle się z tym czuję, bo mam potrzebę bycia trendy a to jest takie passe... Trendy, to jest widzieć w tych tysiącach gołych bab które bezczelnie atakują mnie co dzień ze wszystkich stron nie szowinizm i seksizm ale kunszt twórcy reklamy. Głupio się przyznać przed kimkolwiek, że mnie to obraża, mierzi i ... żal mi tych bab, mimo iż przecież dostają za to kasę. Prostytutki też dostają, nawet w najgorszych burdelach. Trendy jest to że mnie to nie dotyczy, ja też bym tworzyła takie reklamy, ja jestem lepsza, bo mi płacą za co innego, nie za pokazywanie bobra dzieciom na ulicy, mi płacą za tworzenie, moja praca ma wartość, i nikt MNIE nie ośmiela się wykorzystywać , a w moim zakładzie pracy jest równouprawnienie i nawet razem z kolegami oglądamy gołe dupy. Fajnie to wymyślili (szowinistyczne świnie?? czy kto), najłatwiej jest utrącić ideę poprzez sprowdzenie jej do banialuki, śmiesznostki i drobiazgu. No coś ty, K., nie masz do siebie i świata dystansu, nie znasz sie na sztuce? Nie stawiaj się wśród ofiar, bo nią się staniesz, czy ktoś cię dyskryminuje, w jaki sposób? Ale o co chodzi...
Socjologia to złożona dziedzina wiedzy i nie mam zamiaru tutaj w nią wnikać ani tłumaczyć mechanizmów które opisuje. podobnie antropologia społeczna i kulturoznawstwo. Powiem tylko - ja w tym po prostu widzę wykorzystywanie człowieka słabszego przez silniejszego, darwinowską walkę o byt i potrzebę zaspokojenia tzw. najniższych instynktów sfery seksualnej, sublimację gwałtu.
Cóż, passe, ja już pisałam, nic nie poradzę, przynajmniej jestem ze sobą szczera. Staram się nie kupować tych rzeczy, które producenci podsuwają mi na gołej dupie, bo to jedyny sposób zeby im jakoś realnie zaszkodzić ale jest tych produktów za dużo!
Socjologia to złożona dziedzina wiedzy i nie mam zamiaru tutaj w nią wnikać ani tłumaczyć mechanizmów które opisuje. podobnie antropologia społeczna i kulturoznawstwo. Powiem tylko - ja w tym po prostu widzę wykorzystywanie człowieka słabszego przez silniejszego, darwinowską walkę o byt i potrzebę zaspokojenia tzw. najniższych instynktów sfery seksualnej, sublimację gwałtu.
Cóż, passe, ja już pisałam, nic nie poradzę, przynajmniej jestem ze sobą szczera. Staram się nie kupować tych rzeczy, które producenci podsuwają mi na gołej dupie, bo to jedyny sposób zeby im jakoś realnie zaszkodzić ale jest tych produktów za dużo!
środa, 14 stycznia 2009
Sandomierz
W zimowej aurze widać lepiej zalety i wady miast. Stoją nagie, nie ubrane w skromne zielone ubranka, żakieciki i spódniczki. Widać wystające kości kościołów, żebra mostów, grube zadki rotund, kwioobieg ulic. Niekiedy widać w tym zamysł (mózg, ale rzadko;).
wjeżdżajac do S. próbowałam napaść się niepowtarzalnym widokiem starówki, żeby mi znów starczyło do nastepnego przyjazdu - tęsknota za (małą) ojczyzną, jak to się nazywało?? Aż tu nagle, mało zawału nie dostalam, patrzę i oczom nie wierzę, ogromna paszcza wieloryba szczerzy się na mnie ze szczytu wzgórza! Do tej pory widywałam tylko grzbiet, bo zęby zasłaniały zielone wodorosty, ale widać wodorostów brakło i bestia próbuje pożreć niczego niespodziewających się turystów!
Więc się pytam. Kto pozwolił na hodowlę wieloryba na staromiejskiej skarpie wiślanej. Kto i ile kasy wziął, że olał kilkusetletnią tradycję harmonijnego obrazu miasta. Kim jest hodowca? Dlaczego zburzył klasycystyczny, skromny budynek szpitala, a w to miejsce postawił coś co w ogóle wymyka się jakiemkolwiek standardom estetycznym. Okrągły wielopiętrowy kolos , po gierkowsku szczerzący się zębami plastikowych białych okien w stronę targowicy, wypięty okrągłą dupą do starówki. Balkony jak w domach wczasowych z epoki minionej. Co teraz, oficjele, gospodarze miasta, konserwatorzy miejscy, planiści, architekcie tego czegoś, co teraz?? Teraz jest za późno żeby to zburzyć, więc będzie tkwiło jak czyrak w organizmie miasta. O Bin Ladenie, ląduj, a hyżo, bo tylko jakaś katastrofa jest w stanie ocalić widok miasta!
Czuję gniew, nie tylko obywatelskie oburzenie, ale coś więcej, bo S. to ja. Jestem z tych uliczek, z kamienic pokrytych starymi dachówkami, z wąwozów i ulic wybrukowanych kocimi łbami, z wież kościołów, ze skarp lessowych. Nie mam , kurna, nic wspólnego z wielorybem!
Wyluzuj, Katarzyna, przyjdzie lato i Matka Natura przykryje zwierzę az po czubek łba. Choć widząc jak się sprawy mają w S., to wytną drzewa ze skarpy, zeby go było lepiej widać.
wjeżdżajac do S. próbowałam napaść się niepowtarzalnym widokiem starówki, żeby mi znów starczyło do nastepnego przyjazdu - tęsknota za (małą) ojczyzną, jak to się nazywało?? Aż tu nagle, mało zawału nie dostalam, patrzę i oczom nie wierzę, ogromna paszcza wieloryba szczerzy się na mnie ze szczytu wzgórza! Do tej pory widywałam tylko grzbiet, bo zęby zasłaniały zielone wodorosty, ale widać wodorostów brakło i bestia próbuje pożreć niczego niespodziewających się turystów!
Więc się pytam. Kto pozwolił na hodowlę wieloryba na staromiejskiej skarpie wiślanej. Kto i ile kasy wziął, że olał kilkusetletnią tradycję harmonijnego obrazu miasta. Kim jest hodowca? Dlaczego zburzył klasycystyczny, skromny budynek szpitala, a w to miejsce postawił coś co w ogóle wymyka się jakiemkolwiek standardom estetycznym. Okrągły wielopiętrowy kolos , po gierkowsku szczerzący się zębami plastikowych białych okien w stronę targowicy, wypięty okrągłą dupą do starówki. Balkony jak w domach wczasowych z epoki minionej. Co teraz, oficjele, gospodarze miasta, konserwatorzy miejscy, planiści, architekcie tego czegoś, co teraz?? Teraz jest za późno żeby to zburzyć, więc będzie tkwiło jak czyrak w organizmie miasta. O Bin Ladenie, ląduj, a hyżo, bo tylko jakaś katastrofa jest w stanie ocalić widok miasta!
Czuję gniew, nie tylko obywatelskie oburzenie, ale coś więcej, bo S. to ja. Jestem z tych uliczek, z kamienic pokrytych starymi dachówkami, z wąwozów i ulic wybrukowanych kocimi łbami, z wież kościołów, ze skarp lessowych. Nie mam , kurna, nic wspólnego z wielorybem!
Wyluzuj, Katarzyna, przyjdzie lato i Matka Natura przykryje zwierzę az po czubek łba. Choć widząc jak się sprawy mają w S., to wytną drzewa ze skarpy, zeby go było lepiej widać.
rozważania bożonarodzeniowe
będąc w święta w rodzinnym mieście, poszłam na pasterkę, a tu kazanie biskupa. Mama mówi że Dzięga dzięgoli ale coż , nie rozumie może, to proszę państwa personalista z KULu pełną gębą! No i doskonały mówca, a na ludzi obdarzonym tym talentem samego Ducha świętego trzeba naprawdę uważać. Kazanie było przeciekawe. No i dotyczyło tego wielkopomnego fragmentu Pisma - o początku, które było Słowem, które stało się ciałem itd. Uzmysłowiłam sobie poniekąd , co jest największą trudnością w pojmowaniu Boga - a to mianowicie że nie dotyczy go kategoria czasu. Dzięga mówił, że to nie tak, że Bóg coś tam wymyśłił a potem zrealizował. Bo u niego myśl i czyn to jedno, jak to Arystoteles pisał - Absolut to czysty akt. A zatem nie ma związku przyczynowo-skutkowego w sensie dobry uczynek - nagroda, zły uczynek - kara, żal za grzechy - odpuszczenie. Nie ma najpierw czyśćca a potem nieba. Najpierw śmierci, potem sądu. Najpierw grzechu pierworodnego, potem wcielenia. Trudno to sobie nawet pomyśleć, nieprawdaż? Bo czym jest nasza wiara bez tych kategorii?
Wnioski są dwa - dobry i zły;)
Zły - Bóg jest niepoznawalny. Nie tam że trochę czy że nieliczni itd. Absolutnie niepoznawalny przez człowieka, (jak to wygląda z perspektywy motyla?) który ma takie a nie inne umysłowe prawidła. Są one nieprzekraczalne, tak samo jak to że widzimy w paśmie światła widzialnego a nie w ultafiolecie na przykład. Po kantowsku, żeby się trochę powymądrzać - formy zmysłowości i kategorie.
Dobry - dla lubiących niespodzianki. Wszystko jest możliwe.
Wnioski są dwa - dobry i zły;)
Zły - Bóg jest niepoznawalny. Nie tam że trochę czy że nieliczni itd. Absolutnie niepoznawalny przez człowieka, (jak to wygląda z perspektywy motyla?) który ma takie a nie inne umysłowe prawidła. Są one nieprzekraczalne, tak samo jak to że widzimy w paśmie światła widzialnego a nie w ultafiolecie na przykład. Po kantowsku, żeby się trochę powymądrzać - formy zmysłowości i kategorie.
Dobry - dla lubiących niespodzianki. Wszystko jest możliwe.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)