będąc w święta w rodzinnym mieście, poszłam na pasterkę, a tu kazanie biskupa. Mama mówi że Dzięga dzięgoli ale coż , nie rozumie może, to proszę państwa personalista z KULu pełną gębą! No i doskonały mówca, a na ludzi obdarzonym tym talentem samego Ducha świętego trzeba naprawdę uważać. Kazanie było przeciekawe. No i dotyczyło tego wielkopomnego fragmentu Pisma - o początku, które było Słowem, które stało się ciałem itd. Uzmysłowiłam sobie poniekąd , co jest największą trudnością w pojmowaniu Boga - a to mianowicie że nie dotyczy go kategoria czasu. Dzięga mówił, że to nie tak, że Bóg coś tam wymyśłił a potem zrealizował. Bo u niego myśl i czyn to jedno, jak to Arystoteles pisał - Absolut to czysty akt. A zatem nie ma związku przyczynowo-skutkowego w sensie dobry uczynek - nagroda, zły uczynek - kara, żal za grzechy - odpuszczenie. Nie ma najpierw czyśćca a potem nieba. Najpierw śmierci, potem sądu. Najpierw grzechu pierworodnego, potem wcielenia. Trudno to sobie nawet pomyśleć, nieprawdaż? Bo czym jest nasza wiara bez tych kategorii?
Wnioski są dwa - dobry i zły;)
Zły - Bóg jest niepoznawalny. Nie tam że trochę czy że nieliczni itd. Absolutnie niepoznawalny przez człowieka, (jak to wygląda z perspektywy motyla?) który ma takie a nie inne umysłowe prawidła. Są one nieprzekraczalne, tak samo jak to że widzimy w paśmie światła widzialnego a nie w ultafiolecie na przykład. Po kantowsku, żeby się trochę powymądrzać - formy zmysłowości i kategorie.
Dobry - dla lubiących niespodzianki. Wszystko jest możliwe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz