piątek, 16 października 2009

poważnie o rozwoju

W modzie są kongresy i sympozja, na których szanowni państwo dyskutują nt. prognoz rozwoju Polski, najogólniej mówiąc. Ostatnio przy okazji strategi rozwojowych , wcześniej podczas kongresu kobiet , to tylko największe inicjatywy. Ale wszędzie kiełkuje myśl, że trzeba by jakiegoś przełamania impasu w myśleniu, żeby po 20 latach od obalenia wiadomo czego dokonać jakiegoś nowego skoku.

postulaty, z grubsza:
1. gospodarka oparta na wiedzy, co za tym idzie inwestycja w nowe technologie, innowacyjność, badania naukowe
2. edukacja i wsparcie rodziny, w celu odnowy brzydko zwanego human resources
3. zrównoważony rozwój, zielone technologie

Tylko kto ma tego przełomu dokonać? Nasz nieudolny i bezrefleksyjny rząd? szkoda, bo w końcu mam wrażenie, że obiecywali jakąś zmianę. Pomijam drugą Irlandię, ale właściwie dlaczego to pomijać? pogodzić się, że to tylko była ściema, taka gra w którą wszyscy graliśmy wiedząc że nic z tego nie będzie? Dlaczego nie ma ludzi z wizją, ludzi, którym perspektywa nie kończy sie na przyszłorocznym budżecie. jak to sie stało że rządzą ludzie, ktorych największym marzeniem jest fabryka w każdej wsi... beda miejsca pracy... tylko jakie, przy taśmie?? To ma być nasza innowacyjna gospodarka?? Mamy byc siłą roboczą europy czy liderem zmian cywilizacyjnych?

Kolejna sprawa, jak to możliwe że w kraju de facto wyznaniowym, katolickim, rodzina jest wyłącznie wartością, o której się gada? Dlaczego Polska przeznacza na pomoc rodzinie najmniej w Europie, tak, jesteśmy nawet po Mołdawii, czy Albanii, nie wytykając nikomu... I to nie chodzi oczywiście o socjal, pomoc sopłeczną dla obszarów biedy, bo do tego usiłuje sprowadzić to rząd, twiedząc że na razie jest kryzys ale potem się pomoże... A fabryce opla trzeba pomóc od razu właśnie dlatego że jest kryzys... Tak, bo fabryka jest ważniejsza niz setki tysięcy rodzin, właśnie dlatego że jest FABRYKĄ, a rodzina to balast, ciężar... Jakby fajnie się rządziło, gdyby nie było rodzin! Nie chodzi o zasiłki, chodzi o edukację dzieci, dostęp do internetu, pomoc kobietom w ciąży i pomoc pracodawcom, by opłacało się je zatrudniać, zmniejszenie świadczeń podatkowych, aby rodziny z dziećmi nie głodowały... cała masa jest tego. Ale nie.

O ekologii już nawet nie wspomnę, plany budowy elektrowni atomowych, zamiast planów wydatków na badania naukowe, by można było coś nowego odkryć ,bo tylko chyba totalny głąb mógłby stwiedzić, ze już wszystko w energetyce zostało odkryte i tak zostanie nam atom i węgiel metodą tradycyjną, bo technologii chociażby zgazowania węgla nie możemy kupić, choć wymyślili ją Polacy (ale za czyjeś inne pieniądze i dal kogoś innego, nam sie nie opłacało sfinansować tych badań). Super, atom i wegiel, solarna sie nie opłaca, wiatrowa jest za droga... Ale za parę lat gdy będzie to wszędzie wdrazane, obudzimy się z ręką w nocniku i jeszcze nam przypieprzą kary za emisję.

I jeszcze coś, na totalne zdołowanie. Nie inwestujemy w kulturę i humanistykę szeroko rozumianą, bo przecież PKB wyrabiają inżynierowie i handlowcy... Na Zachodzie 40% ludzi pracuje w sektorze kultury i nie głodują nawet... Bo gospodarka się tam rozgrywa gdzie jest wizerunek, a wizerunek robi kultura, gdzie jest kultura tam się coś dzieje, a wszyscy chcą być tam gdzie się coś dzieje, a nie tam gdzie jest marazm. kto to zrozumie, będzie o krok przed resztą. Ale coż, emigracja zarobkowa Polaków w XXI w. była najwięksżą w dziejach ojczyzny, wyjechało 2 mln ludzi, głównie ci od kultury, bo nie mogli znaleźć pracy... Tego nie odrobimy przez 20 lat, bo tyle sie liczy na pokolenie, a to jest całe zmarnowane z punktu widzenia kraju pokolenie.
dla porównania w czasie wojny staciliśmy 6 mln obywateli.

Na edukację zero, na innowację zero, na ekologię zero, na rodzinę zero, na badania naukowe zero.
Na opla, na stocznie, na armię, na rolnictwo........
Gówno będziemy mieć, nie skok.