Dawno nie pisałam, więc na pierwszy rzut - aksjologia. Pewien znany pisarz Pilch w jaednym ze swoich opowiadań (nie pomne w jakim) napisał o bohaterze, ktory miał prywatną listę osób do odstrzału. Ja tworzę prywatną listę wartości do odstrzału. po pierwsze - wierność. A co to kurna jest?? i dlaczego ma to być wartość? Tylko krowa nie zmienia zdania. I nie chodzi tylko owierność drugiej osobie (rety, co to za konstrukcja kulturowa w ogóle wierność drugiej osobie??), ale też o wierność ideałom i zasadom. Naprawdę. Dla mnie ani to wartość ani antywartośc. po prostu, jedni wolą żyć tak drudzy inaczej. Ja póki co wolę "wiernie" ale żeby z tego robić halo i jakąś cnotę to już przesada. A tak poważnie to jest to jeden z najbardziej perfidnych ale i skutecznych kagańców sopłeczno-obyczajowych.
no to jeszcze drugie - prawdomówność. Zbędna "cnota" co to nic nikomu nie daje. Najważniejsze są okoliczności i buddyjska zasada niekrzywdzenia (nie rób drugiemu co tobie niemiłe, tak?), a nie z góry powzieta teza iż trzeba mówić prawdę. Wcale nie trzeba, głupia zasada tych co wolą żyć wedlug praawideł narzuconych przez kulturę bo sami nie są w stanie wymyślić swoich. A sumienie? Znacie to słowo?
lista będzie poszerzana, cdn:)
środa, 8 października 2008
środa, 10 września 2008
samotność
Pewiemn chiński filozof (M... nie pamietam, ale kiedy ja sie uczyłam filozofii) napisał, iz są trzy rodziaje dusz: takie, które dostapia oswiecenia, takie, które są skazane na wieczne odradzanie sie w kole wcielen i takie, ktore pójdą do piekła (lodowego rzecz jasna jak przystało na tradycje z kraju tropikalnego). Ja jestem tym drugim typem duszy. Ciagła niewypowiedziana tęsknota, która mnie gna, albo sprawia że czuje się nieszczęśliwa, gdy się zatrzymuję. zawsze nie to miejsce, gdzie się znajduję, zaprawdę dobrze jest tam gdzie nas nie ma. Chcialabym udac sie w wielka podróż, gdzieś na jakies totalne pogranicze, na koniec swiata, jak wędrowiec do switu. Sens spelnia się w drodze. rozumiem potrzebę wszelkich pielgrzymek. Cóż, nawet w gory juz nie chodzę. jeżdżę samochodem. Super. pracuję ciężko na paliwo.
poniedziałek, 1 września 2008
sabi
Byłam w salonie wyposażenia wnętrz. wróciłam zgnębiona, baterie zaczynały sie od tysiąca zł. Na dodatek prawie wszystko to shit, schlebianie gustom kiepskich dekoratorów. Wszystko wytarte, wtórne. Dla tych ktorym się wydaje że są trendy, a nie widzą, że trendseterzy już dawno są gdzie indziej.
Szukałam przedmiotów sabi. To kategoria estetyczna rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni, trudna do pwytłumaczenia ,ale jak się już ją poczuje... Sabi to obecność ducha czasu. Przedmiot, który jest indywidualny. Zrobiony ręką ludzką (rękodzieło??) lub ręką natury, jedyny, niepowtarzalny. Moje poszukiwaniev przedmiotów sabi było dość żałosne, bo jak w sklepie z rzeczami robionymi taśmowo można ustrzelić coś takiego? Jak zobaczyłam płytkę trawertynową, bez żadnych udawań, i każdą inną ze względu na niepowtarzalność kamienia, już ne chciałam nic innego. Ale sabi kosztowało - więcej niż cokolwiek, niestety.
Lubię sabi. Sabi jest kamień obrosnięty mchem, wybrzeże nadgryzione przez fale, drewno spróchniałe. Gliniany garnek, spracowane ręce. Na drugim biegunie są rzeczy produkowane masowo, przede wszystkim z plastiku. Nie cierpię Karima Rahida i tych jego blobiektów. Nie znoszę cyfrowego baroku, choć doceniam jego poczucie humoru. W sztuce wysokiej (halo,halo) Warchol.
W ogrodach sabi jest przetrudne do uzyskania, w swej wyrafinowanej formie bonsai, gdzie udajemy upływ czasu tak dobrze iż właściwie go wywołujemy, bo przecież formowanie bonsai też wymaga czasu. W ogrodach tzw. japońskich najbardziej brakuje właśnie sabi a bez tego to tylko zbiorowisko dziwolągów, i tak to najczęściej wygląda. Żwirek, cyprysik, bambusik, meszek. Zresztą brakuje nie tylko sabi ale jeszcze wabi, prostoty i pewnej niedoskonałości, niedokończenia (może o tym kiedy indziej). A przecież chodzi o podążanie za naturą. Niby proste, ale człowiek to zwierzę geometryczne. Zawsze daży do złotego środka i idealnych wymiarów. Natura zaś nigdy nie idzie na skróty, tworzy rzeczy unikatowe. Najbardziej twórcza z twórców.
Szukałam przedmiotów sabi. To kategoria estetyczna rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni, trudna do pwytłumaczenia ,ale jak się już ją poczuje... Sabi to obecność ducha czasu. Przedmiot, który jest indywidualny. Zrobiony ręką ludzką (rękodzieło??) lub ręką natury, jedyny, niepowtarzalny. Moje poszukiwaniev przedmiotów sabi było dość żałosne, bo jak w sklepie z rzeczami robionymi taśmowo można ustrzelić coś takiego? Jak zobaczyłam płytkę trawertynową, bez żadnych udawań, i każdą inną ze względu na niepowtarzalność kamienia, już ne chciałam nic innego. Ale sabi kosztowało - więcej niż cokolwiek, niestety.
Lubię sabi. Sabi jest kamień obrosnięty mchem, wybrzeże nadgryzione przez fale, drewno spróchniałe. Gliniany garnek, spracowane ręce. Na drugim biegunie są rzeczy produkowane masowo, przede wszystkim z plastiku. Nie cierpię Karima Rahida i tych jego blobiektów. Nie znoszę cyfrowego baroku, choć doceniam jego poczucie humoru. W sztuce wysokiej (halo,halo) Warchol.
W ogrodach sabi jest przetrudne do uzyskania, w swej wyrafinowanej formie bonsai, gdzie udajemy upływ czasu tak dobrze iż właściwie go wywołujemy, bo przecież formowanie bonsai też wymaga czasu. W ogrodach tzw. japońskich najbardziej brakuje właśnie sabi a bez tego to tylko zbiorowisko dziwolągów, i tak to najczęściej wygląda. Żwirek, cyprysik, bambusik, meszek. Zresztą brakuje nie tylko sabi ale jeszcze wabi, prostoty i pewnej niedoskonałości, niedokończenia (może o tym kiedy indziej). A przecież chodzi o podążanie za naturą. Niby proste, ale człowiek to zwierzę geometryczne. Zawsze daży do złotego środka i idealnych wymiarów. Natura zaś nigdy nie idzie na skróty, tworzy rzeczy unikatowe. Najbardziej twórcza z twórców.
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Przeprowadzka. Na wieś, gdzie nie ma internetu. A raczej nie ma go cała wieś oprócz mbnie. Ludzie chodzą do mnie na działkę dzwonic a o sieci mogą sobie tylko pomarzyć. A ja mam. Nierównomiernie i od przypadku do przypadaku ale mam! A tematów tyle się w miedzyczasie wymyśliło i straciło że aż ztrach! Na przykład:
bo rok św Pawła, a o nim mogę na okrągło bo cos mbie fASCYNUJE W TEJ POSTACI
bo ciekawe ostatnio ewangelie, generalnie o cudach Jezusa, aż sie proszą o komentarz
bo sabi, japońska kategoria estetyczna, ktorą żyję i uskuteczniam ostatnio na wszelkich polach a która wymaga namysłu
bo Sandomierz, ciagłe reminescencje
bo literatura - wiadomo co
chyba się zajme tym wszystkim jutro (Scarlet O'Hara jak sądzę:)
bo rok św Pawła, a o nim mogę na okrągło bo cos mbie fASCYNUJE W TEJ POSTACI
bo ciekawe ostatnio ewangelie, generalnie o cudach Jezusa, aż sie proszą o komentarz
bo sabi, japońska kategoria estetyczna, ktorą żyję i uskuteczniam ostatnio na wszelkich polach a która wymaga namysłu
bo Sandomierz, ciagłe reminescencje
bo literatura - wiadomo co
chyba się zajme tym wszystkim jutro (Scarlet O'Hara jak sądzę:)
niedziela, 29 czerwca 2008
Do celu jeszcze daleko, a upał jużstrasznie daje się we znaki. Zwierzę idzie niestrudzenie i to ono właściwie prowadzi do celu - zna drogę, a wiadomo, wielbłąd po pierwszym razie bezbłędnie trafia do domu. Będzie mógł się napić, a mnie czekają spotkania, wykłady... troche to takie jałowe spotkania, no ale coś trzeba w życiu robić. Gorąco... Pawle, dlaczego mnie przesladujesz?
Nie dziwię się, że św. Paweł jest patronem reformacji. zaiste, jaka była jego zasługa w tym, że stał się wyznawcą Chrystusa, przecież nie sam się nawrócil, nawet mu to w głowie nie postało. Potem we wszystkich listach pisze przede wszystkim o łasce, o darze wiary. Ten to nie musiał wątpić... Potem to do skrajności doprowadził Luter, który uznał, iż nie tylko, jak w naszym kościele, łaska Boza jest konieczna ale i jeszcze wystarczająca. Katolicyzm balansuje na granicy tego co jest łaską, a indywidualnym wysiłkiem człowieka, a tak naprawdę ten balans jest nie do utrzymania. Albo-albo, jak pisał piekny Soren. Albo łaska jest wystarczajaca albo nie jest. to opiera się na przekonaniu o wszechmocy Boga i małości człowieka. Cóz w ostatecznym rozrachunku znaczy wola czlowieczka, cóż zanczą jego czyny. Co, Bóg na końcu swaita bedzie mi wytykał lichwę i nieobyczajność? - myśli reformata. Śmieszne, nie?
Tak, ostateczną konkluzja może być taka, że możesz robic co chcesz, a Bóg też zrobi co zechce. Cudowne, dwie wolności w suwerennym akcie woli. No i w końcu ktoś się rozprawil ze związkiem przyczynowo-skutkowym w zaświatach. Też cudowne.
Nie dziwię się, że św. Paweł jest patronem reformacji. zaiste, jaka była jego zasługa w tym, że stał się wyznawcą Chrystusa, przecież nie sam się nawrócil, nawet mu to w głowie nie postało. Potem we wszystkich listach pisze przede wszystkim o łasce, o darze wiary. Ten to nie musiał wątpić... Potem to do skrajności doprowadził Luter, który uznał, iż nie tylko, jak w naszym kościele, łaska Boza jest konieczna ale i jeszcze wystarczająca. Katolicyzm balansuje na granicy tego co jest łaską, a indywidualnym wysiłkiem człowieka, a tak naprawdę ten balans jest nie do utrzymania. Albo-albo, jak pisał piekny Soren. Albo łaska jest wystarczajaca albo nie jest. to opiera się na przekonaniu o wszechmocy Boga i małości człowieka. Cóz w ostatecznym rozrachunku znaczy wola czlowieczka, cóż zanczą jego czyny. Co, Bóg na końcu swaita bedzie mi wytykał lichwę i nieobyczajność? - myśli reformata. Śmieszne, nie?
Tak, ostateczną konkluzja może być taka, że możesz robic co chcesz, a Bóg też zrobi co zechce. Cudowne, dwie wolności w suwerennym akcie woli. No i w końcu ktoś się rozprawil ze związkiem przyczynowo-skutkowym w zaświatach. Też cudowne.
wtorek, 24 czerwca 2008
Ogrody cz. I
Nikt ode mnie nie wymaga tworzenia indywidualnej historii ogrodu, tworzenia sensu i mitu. To tak, jakby od artysty malarza domagac się portretu bez podobieństwa do modela. No w sumie może któryś by to zgodzil się namalować, ale zeby tak cały czas, to lekka przesada!. A ja muszę tak ciagle. Zasłonić od sąsiadów. Bezobsługowo. Najlepiej zawsze zielono i kwitnąco, ale bez liści do jesiennego sprzątania. No i to magiczne słowo - naturalnie. Słowo, które otwiera zaufanie każdego klienta. Ale znaczy zwykle - bez geometrii. Czemu Polacy nie znoszą strzyżonych bukszpanów, cisów i prostokąrtnych zbiorników, rabatek różanych? Może to jakieś echo koncepcji M. która twierdzi że Słowianie maja duszę dionizyjską i uznają dynamis (uczestnictwo) zamiast theoria (nieruchomy oglad, rzecz jasna:)? Dałby Bóg, ale wątpie o tak głębokim dnie całej sprawy. Bo tak naprawdę żądają ogrodów wypranych z jakiejkolwiek natury, czy to naturans czy naturata. Thuja obok tui be, obok cyprysika już cacy. Za nic maja nowoczesne trendy w sztuce ogoedowej, a więc dziką mieszankę przyrody i geometrii. Łąki i stawy, beton i jabłonki. No przecież nie domagam się ekstremy, a i często te pseudoartystyczne wyczyny uważam za kompletnie chybione. Najgorzej jak jeszcze mizdrzą się do publicznosci. Ale żeby chociaż spróbować. Przecież wszyscy kochamy minimalizm we wnetrzach, podobno. No ale "podgrzewany", i hier liegt ein Hund begrieben. Najlepiej troche minimalizmu, a reszta - swojskie ciepełko. No to połącz projektancie minimalizm ze swojskim ciepełkiem, proszę bardzo. Ludzie, którzy maja w domu wampirskie czarne ściany, i meble ze szkła, w ogordzie chcą mieć trawke, naturalne iglaczki i co najwyzej kamienny murek. może to kompletne niedouczenie, bo mimo wysiłków naszego szkolnictwa, cos tam o sztuce wysokiej każdy liznął, ale już w szczegółach, a zwłaszcza w takich sztukach z pogranicza jest cienki jak ołowek.
W dawnych ogrodach zawsze była treść, ogordy odsyłały do - . No właśnie, zawsze do jakiejs rzeczywistości poza nimi samymi. Najczęściej do rzeczywistości którą krąg arabsko chrzescijański nazywał rajem, a orient - jo-do, czystą ziemią. Pola elizejskie. Miejsce albo docelowego albo tymczasowego pobytu dusz. Z perska para-daeza, czyli miejsce ogrodzone murem. Paradise. miejsce ogrodzone, o-gród. Wyjete spod prawa ziemskiego, wyrwane naturze, pustyni. Na przekór przyrodzie utrzymywane w sztucznym stanie zielonosci i obfitosci wody. Schronienie dla uprzywilejowanych. Antynaturalne! Właśnie w tej sztuczności mogła się objawić po raz chyba pierwszy w ogrodach - sztuka jako przeciwieństwo natury. Długie kanały z nieruchomymi taflami wód, regularne wodotryski, strzyżone i pielęgnowane żywopłoty, choćby Dziedziniec Mirtów w Grenadzie. Najbardziej zaawansowane technicznie urządzenia do pompowania i tłoczenia wody, akwedukty, kaskady. Umysł arabski, po solidnym treningu na greckich mistrzach, dokladny, precyzyjny, uporządkowany, myślacy strategicznie i do bolu celowo. Umie skonstruować ogród tak jak bombę. W taflach basenów odbijają sie idealnie symetryczne budynki, podwajaja swe kształty, zwielokrotniaja się odbicia ludzi. Odniesienie do nierzeczywistości świata w którym żyjemy, piękna ilustracja jaskini platońskiej, idei i rzeczy. Krajobraz będący odbiciem ducha-umysłu.
W dawnych ogrodach zawsze była treść, ogordy odsyłały do - . No właśnie, zawsze do jakiejs rzeczywistości poza nimi samymi. Najczęściej do rzeczywistości którą krąg arabsko chrzescijański nazywał rajem, a orient - jo-do, czystą ziemią. Pola elizejskie. Miejsce albo docelowego albo tymczasowego pobytu dusz. Z perska para-daeza, czyli miejsce ogrodzone murem. Paradise. miejsce ogrodzone, o-gród. Wyjete spod prawa ziemskiego, wyrwane naturze, pustyni. Na przekór przyrodzie utrzymywane w sztucznym stanie zielonosci i obfitosci wody. Schronienie dla uprzywilejowanych. Antynaturalne! Właśnie w tej sztuczności mogła się objawić po raz chyba pierwszy w ogrodach - sztuka jako przeciwieństwo natury. Długie kanały z nieruchomymi taflami wód, regularne wodotryski, strzyżone i pielęgnowane żywopłoty, choćby Dziedziniec Mirtów w Grenadzie. Najbardziej zaawansowane technicznie urządzenia do pompowania i tłoczenia wody, akwedukty, kaskady. Umysł arabski, po solidnym treningu na greckich mistrzach, dokladny, precyzyjny, uporządkowany, myślacy strategicznie i do bolu celowo. Umie skonstruować ogród tak jak bombę. W taflach basenów odbijają sie idealnie symetryczne budynki, podwajaja swe kształty, zwielokrotniaja się odbicia ludzi. Odniesienie do nierzeczywistości świata w którym żyjemy, piękna ilustracja jaskini platońskiej, idei i rzeczy. Krajobraz będący odbiciem ducha-umysłu.
poniedziałek, 23 czerwca 2008
O metodzie (o ironio)
Nie dla mnie rozkosze biblioteki, katedry i scholi. Umysł, który nie zdołał dostosować się do reżimu, uparty, niestały, włóczący sie po peryferiach. Intelekt niezbyt wprawny w sylogizmach i indukcji, za to ze skłonnoscią do ryzyka. Lubiacy podważać podwalinę konstrukcji myślowej, to znowu ryzykujacy nieuprawnioną tezę. Zakochany bez wzajemności w metodzie hermeneutycznej. Nigdy z pozycji widza i sedziego, zawsze od wewnatrz. Postmodernistyczny nomada, nie turysta. Któryś z nich (Dderida?? Dddeleuze?? Chyba Deleuze, a może ten architekt od filozofii autostrad, jak mu tam było??) napisał, że racjonalizm ma charakter wyspowy, pośród morza nie-racjonalizmu, irracjonalizmu. Mój umysł to taki nomada na pustyni albo żeglarz omijajacy rafy chaosu, szukajacy nawet nie sensu a juz broń Boże nie uniwersalnego sensu tylko lokalnego konsensusu. Wymagania nader skromne, ale za to ten feeling. Umysł karmiacy zmysły, nie na odwrót.
Hermeneutyka zaklada, że poszukiwaczem jest Da-sein, byt tu-i-teraz, ale nie jakikolwiek, lecz byt rozumiejacy. Poszukuje - a jakże - sensu. Relacja jaka zachodzi miedzy nim a swiatem to rozumienie. Tak, tak, to proste, koń nie rozumie, czosnek nie rozumie, ani pustak, a człowiek - jest nakierowany, transcendentalny, zawsze w relacji (relacji rozumienia) do czegoś. Poszukiwacz sensu, podróżnik. Ważne by być w tym, co chce się zrozumieć. Jak Kapusciński i Herodot, jak Milewicz, jak Fraser. To bycie zakłada jedną niepodważalną tezę u postaw - tezę o istnieniu tego co rozumiem. Śmieszą mnie rozważania, czy Bóg istnieje. Kogo to obchodzi, albo niebo, albo piekło i inne takie. Nigdy nie zrozumie ktoś, kto wychodzi od wątpienia (sorry Kartezjusz).
Hermeneutyka zaklada, że poszukiwaczem jest Da-sein, byt tu-i-teraz, ale nie jakikolwiek, lecz byt rozumiejacy. Poszukuje - a jakże - sensu. Relacja jaka zachodzi miedzy nim a swiatem to rozumienie. Tak, tak, to proste, koń nie rozumie, czosnek nie rozumie, ani pustak, a człowiek - jest nakierowany, transcendentalny, zawsze w relacji (relacji rozumienia) do czegoś. Poszukiwacz sensu, podróżnik. Ważne by być w tym, co chce się zrozumieć. Jak Kapusciński i Herodot, jak Milewicz, jak Fraser. To bycie zakłada jedną niepodważalną tezę u postaw - tezę o istnieniu tego co rozumiem. Śmieszą mnie rozważania, czy Bóg istnieje. Kogo to obchodzi, albo niebo, albo piekło i inne takie. Nigdy nie zrozumie ktoś, kto wychodzi od wątpienia (sorry Kartezjusz).
Koniec świata, i co dalej?
Trwa moja nieustanna fascynacja kulturami Wschodu. I bliskiego i dalekiego. Inspiracją jest ciągłe bicie na alarm różnej masci publicystów, że oto islam nas zalewa i zaleje, ale... przedmurze chrześcijaństwa, do boju! Do boju, Polacy! Taak. Tyle razy dawaliśmy radę, że może i tym razem damy. Na razie nie jest źle, tak jak na Zachodzie, który porzucił wiarę przodkow i taki nagi i bezideowy, bezlitosnie jest wystawiony na zalew "czarnych". Tak, bylam w Holandii, i z jednym dzieckiem na ulicy czułam sie jak Rumun, tam nie ma dzieci na ulicy, dzieci jest mieć obciach, jesteśmy bogatym i racjonalnym spoleczeństwem, wiemy, że wychowanie dzieci to trud i odpowiedzialność, lepiej niech sie tym zajmą wyspecjalizowane instytucje, należy powolać specjalną agendę rządową, a my bedziemy na to łożyć pieniądze i w zamian będziemy mieć święty spokój i uregulowany przyrost naturalny. Społeczeństwo, które spi, które zasnęło dawno i nie ma zamiaru się obudzić. Kościoły, fajewrweki kunsztu dawnych budowniczów katedr, zamienione w galerie sztuki współczesnej. Do koscioła nikt nie chodzi, zapomnieli Boga, nawet jako folklor w kulturze, nawet jako idea, którą mozna by sprzedać. W zamian jest sztuka - nie wiem doprawdy,czy to jeszcze wyraz tęsknoty za absolutem, za czymś więcej niz tu i teraz. Czy raczej jakaś idea na postmodernistycznym targowisku idei, interkulturowym bajzlu. To nie jest społeczeństwo konsumpcyjne, spoleczeństwo konsumpcyjne to Polacy, kupuja i żrą, i rosną jak monstrualny pająk, i chcą więcej i więcej, chleba, igrzysk, ziem odzyskanych, dzieci, pieniędzy, szczęścia. A oni maja tyle ile pragną i nic więcej. A nic wiecej nie pragną, bo zeby pragnąć trzeba zyć, a oni śnią. Zdecydowanie schylkowa kultura, gdyby pomyslec po chińsku, to trzeba by powiedzieć, że pewne tendencje w niej osiagaja właśnie swe apogeum i nieuchronnie przejdą w swe przeciweiństwo. Taki starozytny Rzym. wystarczy tylko najechać, a rozsypie się jak domek z kart. Milosz opisywał koniec świata w oeconomia divina: swiatu braklo podstaw, ożywczego krwioobiegu idei, i umarł. Na razie tego nie widać, bo swiat umiera jak góra, która przestała rosnąć i za miliony lat zetrze ją wiatr i deszcze, erozja rozsypie ją w pył. Koniec świata już nastąpił, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Albo tak jak Baudrillard: nocą miasta udaja, że nie śpią - zapalone światła w fabrykach, w ktorych nikt nie pracuje, w domach i blokach, w których nikt nie mieszka. Zużywamy niesamowite ilosci energii, żeby utrzymywać pozór, że istniejemy. Ciemność to pustka i nicość.
Zaleją nas?
Zaleją nas?
poniedziałek, 16 czerwca 2008
Robotnicy na żniwa
Wczoraj usłyszałam: Boska pedagogika jest taka, iż Bóg posługuje się jednym czlowiekiem w celu zbawienia drugiego człowieka, posyła jednego do drugiego. Jako wszechmogący mógłby sam odmienić oblicze swiata i los każdego czlowieka, ale co wówczas byłoby z drugim, komu byłby potrzebny?
Ja myślę, że Bóg sam nie ingeruje ze wzgledu na wolność, ktorą podarował człowiekowi stwarzajac go na swój obraz i podobieństwo, imago i similitudo. Gdyby zabrał zlo, obdarzył szczęściem, zaplanował za nas życie, gdzie byłaby nasza wolność? A tak możesz się zbuntować, możesz wybrać każda inna drogę. Nikt cie za to nie ukaże, nie łudź się że odbierzesz jakąś nagrodę lub karę. Nagroda to bonus, kara to ingerencja - a ty po prostu poniesiesz konsekwencje swych wyborów. Tak jak po nocy dzień, jak po deszczu rosa, i nie ma innej możliwości. Swiat duchowy kieruje się prawem, na pewno innym niz rzymskie;), byc moze niezgłębialnym, ale nie łudź się, że panuje tam dowolność, bałagan ,jak w twej psychice (choć psychoanalitycy już udowodnili że tam też panują żelazne reguły - chwała psychoanalizie - ale w powszechnym mniemaniu panuje opinia ,że porządek w swiecie a chaos w głowie. Wrażenie chaosu bierze się z niemożliwości albo nieumiejetności, co na tym etapie wychodzi na jedno, poznania praw rzeczywistosci psyche). Kierkegaard powiedział: przed wszelkim wyborem jest możliwość samego wybierania. Widział to tragicznie w greckim sensie (bo w ogóle miał taki zmysłowy sposób postrzegania rzeczy) - jeśli dostałeś wolność wyboru, to dostałeś przestrzeń , w ktorej Bóg nie ingeruje. A Bóg to wszystko, transcendecja i immanencja, cały we wszystkim. A zatem dostałeś przestrzeń na pustkę, rodzisz się pusty. Pustka jest złem, miejsce dla nie-Boga, a nie-Bog to Szatan. Eli, eli lama sabachtani. Właściwie wrzucil cie w objęcia szatana, wrzucil cie w swiat, w którym jest jego ślad i obraz, ale brakuje ochrony i pewności. A zatem wybieraj, nie masz innej mozliwości, jesli nie wybierzesz to jest to twój wybór;) Moja interpretacja cudnego Sorena i kazania takiego jednego ksiedza z parafii na Widoku.
Znowu nie jest tak źle. Świat daje możliwośc poznania boga-w-nim. Muszle slimaków, macki osmiornic, liście paproci, futra lampartów. Szukaj a znajdziesz ZAMYSŁ.
Ja myślę, że Bóg sam nie ingeruje ze wzgledu na wolność, ktorą podarował człowiekowi stwarzajac go na swój obraz i podobieństwo, imago i similitudo. Gdyby zabrał zlo, obdarzył szczęściem, zaplanował za nas życie, gdzie byłaby nasza wolność? A tak możesz się zbuntować, możesz wybrać każda inna drogę. Nikt cie za to nie ukaże, nie łudź się że odbierzesz jakąś nagrodę lub karę. Nagroda to bonus, kara to ingerencja - a ty po prostu poniesiesz konsekwencje swych wyborów. Tak jak po nocy dzień, jak po deszczu rosa, i nie ma innej możliwości. Swiat duchowy kieruje się prawem, na pewno innym niz rzymskie;), byc moze niezgłębialnym, ale nie łudź się, że panuje tam dowolność, bałagan ,jak w twej psychice (choć psychoanalitycy już udowodnili że tam też panują żelazne reguły - chwała psychoanalizie - ale w powszechnym mniemaniu panuje opinia ,że porządek w swiecie a chaos w głowie. Wrażenie chaosu bierze się z niemożliwości albo nieumiejetności, co na tym etapie wychodzi na jedno, poznania praw rzeczywistosci psyche). Kierkegaard powiedział: przed wszelkim wyborem jest możliwość samego wybierania. Widział to tragicznie w greckim sensie (bo w ogóle miał taki zmysłowy sposób postrzegania rzeczy) - jeśli dostałeś wolność wyboru, to dostałeś przestrzeń , w ktorej Bóg nie ingeruje. A Bóg to wszystko, transcendecja i immanencja, cały we wszystkim. A zatem dostałeś przestrzeń na pustkę, rodzisz się pusty. Pustka jest złem, miejsce dla nie-Boga, a nie-Bog to Szatan. Eli, eli lama sabachtani. Właściwie wrzucil cie w objęcia szatana, wrzucil cie w swiat, w którym jest jego ślad i obraz, ale brakuje ochrony i pewności. A zatem wybieraj, nie masz innej mozliwości, jesli nie wybierzesz to jest to twój wybór;) Moja interpretacja cudnego Sorena i kazania takiego jednego ksiedza z parafii na Widoku.
Znowu nie jest tak źle. Świat daje możliwośc poznania boga-w-nim. Muszle slimaków, macki osmiornic, liście paproci, futra lampartów. Szukaj a znajdziesz ZAMYSŁ.
sobota, 14 czerwca 2008
Góry Pieprzowe
Oficjalnie - parę pagorków niedaleko Sandomierza, jak się jedzie na Kamień Plebański, rezerwat przyrody, bogata roślinność kserotermiczna. Dla wtajemniczonych - magiczna kraina, o każdej porze roku inna. Wiosna - klimaty japonskie, dzikie wiśnie i śliwy, zarośla tarniny kipiace piana bieli, delikatna zieleń młodych liści, gałęzie jarzębin i grusz powykręcane od nadmiaru slońca, marnej ziemi - "pieprzowej", a dokładniej z łupków kambryjskiech, tak starych, ze rozpadajacych się od samego dotyku, od suszy. Mała scieżka jak z chińskich kaligrafii, biegnąca pomiedzy krzakami i skalami, zakrywajaca i odkrywajaca nowe widoki, na modłę ogrodów spacerowych Katsury na przykład. U podnóża starorzecze wisły, z gładką tafla nieruchomej wody. Lato - kilmaty już bliższe ,środziemnomorskie, spalona ziemia koloru popiołu, a na niej fajerwerki dzikich róż, jałowców jakoby te cyprysy, gałęzi oliwników, dzikich jabłoni i grusz, wszelakich ziół - macierzanek, oregana, mięty, szałwi. W głowie się kreci od zapachów i upału, w uszach szumi od cykad i świerszczy. Az trudno uwierzyć ze lazur nieba nie łączy sie z lazurem morza (nie chodzi o to by było doskonale;)), ale, ale, jest staw z grążelami i pałkami, tatarakami, bobrkami i innymi cudami flory, ktorych nazw nawet nie wypowiem, jest wstega wisły i falujące morza traw i zbóż. Jesień - feeria barw jak indian summer (co prawda nie widziałam ale to musi być to, jeśli nie jest przereklamowane), korale jarzębin i głogów, czerwień liści grusz i śliw, złoto pod nogami, czerwienie, brązy, oliwki, zieleń mchowa. A zima? zima jest tajemnicą, milczeniem. Nigdy nie byłam tam w zimie. Nie wiem czy sciezki są przetarte, czy stawy zamarzają. A kolory? Znowu kaligrafia pędów? Płatki śniegu i seledynowe porosty na gałęziach? I ta pionowa perspektywa, jak z "Wędrowca w Górach Śnieżnych"? A może mi sie to śniło?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)