sobota, 30 maja 2009

I love my planet

Nowością XXI w. w kulturze jest globalność myślenia w kwestiach ochrony środowiska- żadne odkrycie, ale w Polsce to zupełna nowość. Jaskółki już są - pojemniki do segregowania odpadów, wielość organizacji proekologicznych i "proanimalnych", kosmetyki z upraw kontrolowanych, drewno z lasów zarządzanych w sposób zrównoważony, torby biodegradalne w sklepach zamiast reklamówek, w szkołach ciągła łopatologia, ale to dobrze, bo czym skorupka za młodu... Oczywiście to wszystko ma swoją czarną stronę - wszystkie posegregowane śmieci zabiera jedna ciężarówka, lasy i tak wszyscy wycinają jak im pasuje, wiem, bo budowałam dom drewniany i kupowałam, a zwierzęta się nagminnie maltretuje i nikt nic nie może zrobić, co dobitnie pokazuje przykład z targu w Nowym Targu właśnie. Dzieci w szkole co innego a dziadkowie i rodzice co innego. Złe przykłady można mnożyć, ale trzeba widzieć tendencję. A ona jest pozytywna - otóż WSTYD jest się przyznać do zrzucania ścieków czy podrzucania śmieci w lasach, a to już dużo. Bo w Polsce zawsze była powszechne przyzwolenie na niszczenie otoczenia, na zasadzie że za płotem to już może być gnój byle by na podwórku było czysto. Wstyd jest blisko tabu, a zatem ojczyzna zmierza w dobrym kierunku, byle by już tylko pokolenie postsowieckie wymarło...
W ogóle zainteresowanie ekologią jest taką dominującą narracją w naszych czasach. Europa przoduje i chwała jej za to, ale teraz już dołącza Ameryka Obamowa, bardzo dobrze. Najgorzej jest z azjatykimi tygrysami, ale coż, bycie liderem cywilizacyjnym zobowiązuje, w końcu przez 200 lat niszczyliśmy wszystko co się da, począwszy od innych kultur po rzeki i glebę. Oni też muszą trochę poniszczyć, ale dostosują się szybciej, bo mają przykład. Nie mam oczywiście złudzeń że globalne ocieplenie nastąpi a surowce się wyczerpią - tak będzie, ale ocieplenie nie będzie nieodwracalne, a trochę ropy i uranu zawsze zostanie, nie tyle by sie dało z tego czerpać korzyści ale do badań dla przyszłych pokoleń:) Dobrze że sie obudziliśmy. trochę późno ale nie za późno. Wieszczenie globalnej katastrofy nie ma podstaw, nie doceniamy jeszcze w pełni zdolności Matki Natury. To tak jak przed kilkudziesięciu laty, w erze wyścigu zbrojeń, mówiono iż ludzkość dysponuje taką ilością broni jądrowej że jest w stanie unicestwić życie na ziemi. Teraz już wiadomo iż człowiek nie jest w stanie zniszczyć życia, może wyniszczyć duże ssaki. Reszta w mniejszym lub większym stopniu przeżyje, przemutuje i zostanie. Jesteśmy w stanie pchnąć ewolucję na inne, być może potworne z naszego punktu widzenia tory, ale nie jesteśmy w stanie unicestwić zycia, bo planeta nasza jest cała żyjąca, opleciona i porośnięta tkanką biologiczną. Bakterie żyją w wodzie, która chłodzi reaktory atomowe. Ale dobrze że tak myśleliśmy bo się trochę opamiętaliśmy z atomem, choć nie do końca zważywszy na to, jakie plany energetyczne ma nasz rząd:( Może jak będziemy wierzyć w globalne ocieplenie to zrobimy więcej żeby go nie było.

Brak komentarzy: