sobota, 21 lutego 2009

1 Kor

Zastanawianie sie nad rolą łaski i dobrych uczynków przyprawia o zawrót głowy. Dlatego nawet nie pretenduję do jakiegoś spójnego tekstu , chciałabym tylko nieco uporządkować swe myśli. Napisana myśl ma moc, której jest pozbawiona ta biedaczyna co to się ledwo kołacze w głowie. Gdybym umiała pisać spójne teksty to może bym mogła zostać na filozofii, a tak tułam się nieszczęsna po obrzeżach kulturalnego świata;). Plusem jest to że nie muszę bronić własnych, napisanych tez, mogę zmieniać poglądy jak chorągiewka na wietrze, a kto mi zabroni.

Św. Paweł pisał iż głoszenie ewangelii jest dla niego obowiązkiem, a za czynienie powinności nie wolno oczekiwać zapłaty, choć może się zdarzyć. To ciekawe, w kontekście tego jego objawienia. No właśnie, nie jest ono jego zasługą, a więc nie może oczekiwać zapłaty (w domyśle nagrody niebieskiej). Uważa że ma moralny obowiązek gloszenia tego co go spotkało, i przeciwstawienie się temu obowiązkowi byłoby odstępstwem od... tu sobie można dodać różne rzeczy, na przykład zasad, Prawa, sumienia itp. Wypełnienie powinności ustanawia jakby dopiero stan zerowy i zasługą może być dopiero to co ponad to. To "ponad to" u Pawła jest miłość.

Jest to kantowskie az do bólu. W centrum moralności jest postawiona kategorycznie sformułowana powinność, obiektywny, niezależny od intencji i odczuć podmiotu obowiązek. Cóż, Kant był protestantem, a Paweł nim został po latach:) Jednak Paweł nie chce być filozofem (zważywszy na to iż zwracał sie do Koryntian, napasionych przez wieki platonizmami i innymi sofizmami, szybko by wymiękł w dyskusjach z nimi:). Poważniej mówiąc, pokazuje iż jego posługa, czy jak to nazwać, przekracza granice moralności. No bo stawia w centrum miłość. Tu klops, miłość to nie jest lubiana przez filozofię kategoria, choć niektórzy próbowali się z nią zmierzyć, Sokrates próbował i Manis (ten Chińczyk). Jest za bardzo intymna, a filozofia ma zboczoną skłonność od uogólnień. Miłość ma przeróżne odcienie, znaczy co raz to co innego - tak więc Paweł mógł choć na chwilę zamknąć przy jej pomocy gęby rozgadanych Koryntian. Ale nie tylko temu to służy, wywalenie moralności poza kwestię nagrody i kary nie wyklucza jakiejś nagrody i kary, tylko na innej płaszczyźnie, nie moralnej tylko...należałoby chyba napisać iż na płaszczyźnie wiary. Paweł rozgranicza moralność, umieszczając ją gdzieś w okolicy prawa naturalnego i wiarę, umieszczając ją w kontekście miłości i ofiary Chrystusa, która z tejże wypływała. A zatem nagroda jest za miłość, nie za wypełnianie powinności. Scheller pisał iż dla moralności (a rozumiał ją po kantowsku) Bóg nie powinien istnieć. Bo wtedy nasze czyny są podyktowane strachem przed Bogiem, a nie wypływają z naszej woli. Faktycznie, choć powiedziałabym raczej że nie musi istnieć. Zresztą widać to przecież, ludzie niewierzący w Boga nie są bynajmniej mniej moralni niż wierzący. Może to faktycznie wynika z prawa naturalnego, choć osobiście nie cierpię tego określenia bo usprawiedliwia się nim najgorsze prześladowania, nietolerancję i wypaczenia. A zatem tym czym się ma różnić chcreścijanin wg Pawła od ateisty - to miłością właśnie. Ciężka sprawa, nikt nie powiedział, że będzie łatwo.


Św. Paweł nie jest tylko kantowski, bo nie jest ekstremalny i dogmatyczny, a każdy rasowy filozof przecież taki jest (jaka szkoda że nie jestem rasowym filozofem!). Paweł wyraźnie rozróżnia to co wedle jego mniemania pochodzi od samego Boga, i to co jemu samemu sie wydaje. Unika radykalnych sądów, nie daje jednoznacznych recept. Dlatego jest tak łatwo posłużyć się jego autorytetem, by przekonywać do takiego a nie innego rozwiązania. Każdy go chce - protestanci, i katolicy i kościoły wschodnie. On jest po prostu bardzo pragmatyczny, stara się być wyrozumiały, sprawiedliwy. Oceniać tylko tyle na ile czuje sie kompetentny, nie odrzucać zawczasu. Przestrzegać zwyczajów, skoro nie ma nic lepszego. Ciekawe że niektórzy uważają ga za radykała. Choć ja to rozumiem, bo on jest radykalny w swym umiarkowaniu, a takich ludzi wcale nie ma wielu. Cóż, świat składa się ze świrów, dla których nie-świr to jakaś ekstrema;)

O tej miłości, którą uczynił centrum swych rozważań napiszę kiedy indziej, jak się pozbieram, bo trudno jest analizować miłość. Nie mam narzędzi, na filozofii nie uczono;) Może jako fenomen, poprzez kategorię wglądu?? Zobaczymy...

Smutne jest to że poglady Pawła zostały uzyte jako dogmaty, jakieś niezmienne prawa, w które należy ślepo wierzyć i ich przestrzegać. A on naprawdę nie podawał dogmatów, on tylko relacjonował to co jest treścią nauczania Jezusa, a więc głównie przsłanie miłości - i to jest faktycznie niezmienne, no bo jeśli to się zacznie podważać, no to się wyklucza poza chrześcijaństwo - i to co jest jego pomysłami na funkcjonowanie wspólnoty kościoła, a co nie jest nijak kategoryczne i niezmienne.Pozytywny przykład - choćby jego pogląd, by kobiety nakrywały głowy w kościele - zmienił się bo zmieniły się czasy i u nikogo już jak sądzę, wlosy kobiet nie wzbudzają szczególnej pożadliwości, ale gdybyśmy się znaleźli w meczecie, to wypada sie jednak nakryć, po prostu tak każe ich obyczaj i nie ma co tu się wygłupiać. Inaczej z nakazaem odkrycia głowy przez mężczyzn, stoją biedacy w zimno i nie mogą być w czapce, bo że co? Bogu sie to nie podoba? Głupstwo, ale polecenie Pawła w tym przypadku stało się nakazem wiary i biedni faceci muszą to znosić, jakby się nie mógł znaleźć jakiś mądry biskup, który by w końcu powiedział, dość wygłupów. To są może drobiazgi, ale są też poważne sprawy, kwestia np. kapłaństwa kobiet i małżeństw księży. Protestanci przeczytali że Paweł tylko doradzał bezżenność, pisał iż kto bierze dziewicę postępuje pięknie, a kto nie bierze postępuje lepiej (czy jakoś tak, cytat z głowy) i uznali że jest to wybór pastora. U nas, zakaz, a jakże. Z kapłaństwem kobiet też, u nas nie do pomyslenia, u nich po prostu zmiana obyczajów nic nie mająca wspólnego z kwestią wiary. No nie ukrywam że mi sie ich postawa bardziej podoba, i nowocześniejsza i bardziej źródłowa. Ich stosunek do papieża też jest zdrowszy. Przecież w pierwszych wspólnotach nikt nie uznawał Pawła czy Piotra za nieomylnych, trwały dyskusje. Wiara Jezusa nie jest zbiorem praw. Prawo jest rzymskie, mojżeszowe, anglosaskie... szkoda że tego sie nie rozumie.

Sen o S.

Śniła mi się wiosna. Bez zaczynał kwitnąć za stodołą. Była już zielona trawa ze stokrotkami i jeszcze jakimiś niebieskimi kwiatkami. Dom miał nieocieplony dach. Gdzieniegdzie leżały jeszcze resztki śniegu, w cieniu i pod ścianami murów. Wróciłam do Krakowa a tu środek zimy. Jakże symboliczne.