Do celu jeszcze daleko, a upał jużstrasznie daje się we znaki. Zwierzę idzie niestrudzenie i to ono właściwie prowadzi do celu - zna drogę, a wiadomo, wielbłąd po pierwszym razie bezbłędnie trafia do domu. Będzie mógł się napić, a mnie czekają spotkania, wykłady... troche to takie jałowe spotkania, no ale coś trzeba w życiu robić. Gorąco... Pawle, dlaczego mnie przesladujesz?
Nie dziwię się, że św. Paweł jest patronem reformacji. zaiste, jaka była jego zasługa w tym, że stał się wyznawcą Chrystusa, przecież nie sam się nawrócil, nawet mu to w głowie nie postało. Potem we wszystkich listach pisze przede wszystkim o łasce, o darze wiary. Ten to nie musiał wątpić... Potem to do skrajności doprowadził Luter, który uznał, iż nie tylko, jak w naszym kościele, łaska Boza jest konieczna ale i jeszcze wystarczająca. Katolicyzm balansuje na granicy tego co jest łaską, a indywidualnym wysiłkiem człowieka, a tak naprawdę ten balans jest nie do utrzymania. Albo-albo, jak pisał piekny Soren. Albo łaska jest wystarczajaca albo nie jest. to opiera się na przekonaniu o wszechmocy Boga i małości człowieka. Cóz w ostatecznym rozrachunku znaczy wola czlowieczka, cóż zanczą jego czyny. Co, Bóg na końcu swaita bedzie mi wytykał lichwę i nieobyczajność? - myśli reformata. Śmieszne, nie?
Tak, ostateczną konkluzja może być taka, że możesz robic co chcesz, a Bóg też zrobi co zechce. Cudowne, dwie wolności w suwerennym akcie woli. No i w końcu ktoś się rozprawil ze związkiem przyczynowo-skutkowym w zaświatach. Też cudowne.
niedziela, 29 czerwca 2008
wtorek, 24 czerwca 2008
Ogrody cz. I
Nikt ode mnie nie wymaga tworzenia indywidualnej historii ogrodu, tworzenia sensu i mitu. To tak, jakby od artysty malarza domagac się portretu bez podobieństwa do modela. No w sumie może któryś by to zgodzil się namalować, ale zeby tak cały czas, to lekka przesada!. A ja muszę tak ciagle. Zasłonić od sąsiadów. Bezobsługowo. Najlepiej zawsze zielono i kwitnąco, ale bez liści do jesiennego sprzątania. No i to magiczne słowo - naturalnie. Słowo, które otwiera zaufanie każdego klienta. Ale znaczy zwykle - bez geometrii. Czemu Polacy nie znoszą strzyżonych bukszpanów, cisów i prostokąrtnych zbiorników, rabatek różanych? Może to jakieś echo koncepcji M. która twierdzi że Słowianie maja duszę dionizyjską i uznają dynamis (uczestnictwo) zamiast theoria (nieruchomy oglad, rzecz jasna:)? Dałby Bóg, ale wątpie o tak głębokim dnie całej sprawy. Bo tak naprawdę żądają ogrodów wypranych z jakiejkolwiek natury, czy to naturans czy naturata. Thuja obok tui be, obok cyprysika już cacy. Za nic maja nowoczesne trendy w sztuce ogoedowej, a więc dziką mieszankę przyrody i geometrii. Łąki i stawy, beton i jabłonki. No przecież nie domagam się ekstremy, a i często te pseudoartystyczne wyczyny uważam za kompletnie chybione. Najgorzej jak jeszcze mizdrzą się do publicznosci. Ale żeby chociaż spróbować. Przecież wszyscy kochamy minimalizm we wnetrzach, podobno. No ale "podgrzewany", i hier liegt ein Hund begrieben. Najlepiej troche minimalizmu, a reszta - swojskie ciepełko. No to połącz projektancie minimalizm ze swojskim ciepełkiem, proszę bardzo. Ludzie, którzy maja w domu wampirskie czarne ściany, i meble ze szkła, w ogordzie chcą mieć trawke, naturalne iglaczki i co najwyzej kamienny murek. może to kompletne niedouczenie, bo mimo wysiłków naszego szkolnictwa, cos tam o sztuce wysokiej każdy liznął, ale już w szczegółach, a zwłaszcza w takich sztukach z pogranicza jest cienki jak ołowek.
W dawnych ogrodach zawsze była treść, ogordy odsyłały do - . No właśnie, zawsze do jakiejs rzeczywistości poza nimi samymi. Najczęściej do rzeczywistości którą krąg arabsko chrzescijański nazywał rajem, a orient - jo-do, czystą ziemią. Pola elizejskie. Miejsce albo docelowego albo tymczasowego pobytu dusz. Z perska para-daeza, czyli miejsce ogrodzone murem. Paradise. miejsce ogrodzone, o-gród. Wyjete spod prawa ziemskiego, wyrwane naturze, pustyni. Na przekór przyrodzie utrzymywane w sztucznym stanie zielonosci i obfitosci wody. Schronienie dla uprzywilejowanych. Antynaturalne! Właśnie w tej sztuczności mogła się objawić po raz chyba pierwszy w ogrodach - sztuka jako przeciwieństwo natury. Długie kanały z nieruchomymi taflami wód, regularne wodotryski, strzyżone i pielęgnowane żywopłoty, choćby Dziedziniec Mirtów w Grenadzie. Najbardziej zaawansowane technicznie urządzenia do pompowania i tłoczenia wody, akwedukty, kaskady. Umysł arabski, po solidnym treningu na greckich mistrzach, dokladny, precyzyjny, uporządkowany, myślacy strategicznie i do bolu celowo. Umie skonstruować ogród tak jak bombę. W taflach basenów odbijają sie idealnie symetryczne budynki, podwajaja swe kształty, zwielokrotniaja się odbicia ludzi. Odniesienie do nierzeczywistości świata w którym żyjemy, piękna ilustracja jaskini platońskiej, idei i rzeczy. Krajobraz będący odbiciem ducha-umysłu.
W dawnych ogrodach zawsze była treść, ogordy odsyłały do - . No właśnie, zawsze do jakiejs rzeczywistości poza nimi samymi. Najczęściej do rzeczywistości którą krąg arabsko chrzescijański nazywał rajem, a orient - jo-do, czystą ziemią. Pola elizejskie. Miejsce albo docelowego albo tymczasowego pobytu dusz. Z perska para-daeza, czyli miejsce ogrodzone murem. Paradise. miejsce ogrodzone, o-gród. Wyjete spod prawa ziemskiego, wyrwane naturze, pustyni. Na przekór przyrodzie utrzymywane w sztucznym stanie zielonosci i obfitosci wody. Schronienie dla uprzywilejowanych. Antynaturalne! Właśnie w tej sztuczności mogła się objawić po raz chyba pierwszy w ogrodach - sztuka jako przeciwieństwo natury. Długie kanały z nieruchomymi taflami wód, regularne wodotryski, strzyżone i pielęgnowane żywopłoty, choćby Dziedziniec Mirtów w Grenadzie. Najbardziej zaawansowane technicznie urządzenia do pompowania i tłoczenia wody, akwedukty, kaskady. Umysł arabski, po solidnym treningu na greckich mistrzach, dokladny, precyzyjny, uporządkowany, myślacy strategicznie i do bolu celowo. Umie skonstruować ogród tak jak bombę. W taflach basenów odbijają sie idealnie symetryczne budynki, podwajaja swe kształty, zwielokrotniaja się odbicia ludzi. Odniesienie do nierzeczywistości świata w którym żyjemy, piękna ilustracja jaskini platońskiej, idei i rzeczy. Krajobraz będący odbiciem ducha-umysłu.
poniedziałek, 23 czerwca 2008
O metodzie (o ironio)
Nie dla mnie rozkosze biblioteki, katedry i scholi. Umysł, który nie zdołał dostosować się do reżimu, uparty, niestały, włóczący sie po peryferiach. Intelekt niezbyt wprawny w sylogizmach i indukcji, za to ze skłonnoscią do ryzyka. Lubiacy podważać podwalinę konstrukcji myślowej, to znowu ryzykujacy nieuprawnioną tezę. Zakochany bez wzajemności w metodzie hermeneutycznej. Nigdy z pozycji widza i sedziego, zawsze od wewnatrz. Postmodernistyczny nomada, nie turysta. Któryś z nich (Dderida?? Dddeleuze?? Chyba Deleuze, a może ten architekt od filozofii autostrad, jak mu tam było??) napisał, że racjonalizm ma charakter wyspowy, pośród morza nie-racjonalizmu, irracjonalizmu. Mój umysł to taki nomada na pustyni albo żeglarz omijajacy rafy chaosu, szukajacy nawet nie sensu a juz broń Boże nie uniwersalnego sensu tylko lokalnego konsensusu. Wymagania nader skromne, ale za to ten feeling. Umysł karmiacy zmysły, nie na odwrót.
Hermeneutyka zaklada, że poszukiwaczem jest Da-sein, byt tu-i-teraz, ale nie jakikolwiek, lecz byt rozumiejacy. Poszukuje - a jakże - sensu. Relacja jaka zachodzi miedzy nim a swiatem to rozumienie. Tak, tak, to proste, koń nie rozumie, czosnek nie rozumie, ani pustak, a człowiek - jest nakierowany, transcendentalny, zawsze w relacji (relacji rozumienia) do czegoś. Poszukiwacz sensu, podróżnik. Ważne by być w tym, co chce się zrozumieć. Jak Kapusciński i Herodot, jak Milewicz, jak Fraser. To bycie zakłada jedną niepodważalną tezę u postaw - tezę o istnieniu tego co rozumiem. Śmieszą mnie rozważania, czy Bóg istnieje. Kogo to obchodzi, albo niebo, albo piekło i inne takie. Nigdy nie zrozumie ktoś, kto wychodzi od wątpienia (sorry Kartezjusz).
Hermeneutyka zaklada, że poszukiwaczem jest Da-sein, byt tu-i-teraz, ale nie jakikolwiek, lecz byt rozumiejacy. Poszukuje - a jakże - sensu. Relacja jaka zachodzi miedzy nim a swiatem to rozumienie. Tak, tak, to proste, koń nie rozumie, czosnek nie rozumie, ani pustak, a człowiek - jest nakierowany, transcendentalny, zawsze w relacji (relacji rozumienia) do czegoś. Poszukiwacz sensu, podróżnik. Ważne by być w tym, co chce się zrozumieć. Jak Kapusciński i Herodot, jak Milewicz, jak Fraser. To bycie zakłada jedną niepodważalną tezę u postaw - tezę o istnieniu tego co rozumiem. Śmieszą mnie rozważania, czy Bóg istnieje. Kogo to obchodzi, albo niebo, albo piekło i inne takie. Nigdy nie zrozumie ktoś, kto wychodzi od wątpienia (sorry Kartezjusz).
Koniec świata, i co dalej?
Trwa moja nieustanna fascynacja kulturami Wschodu. I bliskiego i dalekiego. Inspiracją jest ciągłe bicie na alarm różnej masci publicystów, że oto islam nas zalewa i zaleje, ale... przedmurze chrześcijaństwa, do boju! Do boju, Polacy! Taak. Tyle razy dawaliśmy radę, że może i tym razem damy. Na razie nie jest źle, tak jak na Zachodzie, który porzucił wiarę przodkow i taki nagi i bezideowy, bezlitosnie jest wystawiony na zalew "czarnych". Tak, bylam w Holandii, i z jednym dzieckiem na ulicy czułam sie jak Rumun, tam nie ma dzieci na ulicy, dzieci jest mieć obciach, jesteśmy bogatym i racjonalnym spoleczeństwem, wiemy, że wychowanie dzieci to trud i odpowiedzialność, lepiej niech sie tym zajmą wyspecjalizowane instytucje, należy powolać specjalną agendę rządową, a my bedziemy na to łożyć pieniądze i w zamian będziemy mieć święty spokój i uregulowany przyrost naturalny. Społeczeństwo, które spi, które zasnęło dawno i nie ma zamiaru się obudzić. Kościoły, fajewrweki kunsztu dawnych budowniczów katedr, zamienione w galerie sztuki współczesnej. Do koscioła nikt nie chodzi, zapomnieli Boga, nawet jako folklor w kulturze, nawet jako idea, którą mozna by sprzedać. W zamian jest sztuka - nie wiem doprawdy,czy to jeszcze wyraz tęsknoty za absolutem, za czymś więcej niz tu i teraz. Czy raczej jakaś idea na postmodernistycznym targowisku idei, interkulturowym bajzlu. To nie jest społeczeństwo konsumpcyjne, spoleczeństwo konsumpcyjne to Polacy, kupuja i żrą, i rosną jak monstrualny pająk, i chcą więcej i więcej, chleba, igrzysk, ziem odzyskanych, dzieci, pieniędzy, szczęścia. A oni maja tyle ile pragną i nic więcej. A nic wiecej nie pragną, bo zeby pragnąć trzeba zyć, a oni śnią. Zdecydowanie schylkowa kultura, gdyby pomyslec po chińsku, to trzeba by powiedzieć, że pewne tendencje w niej osiagaja właśnie swe apogeum i nieuchronnie przejdą w swe przeciweiństwo. Taki starozytny Rzym. wystarczy tylko najechać, a rozsypie się jak domek z kart. Milosz opisywał koniec świata w oeconomia divina: swiatu braklo podstaw, ożywczego krwioobiegu idei, i umarł. Na razie tego nie widać, bo swiat umiera jak góra, która przestała rosnąć i za miliony lat zetrze ją wiatr i deszcze, erozja rozsypie ją w pył. Koniec świata już nastąpił, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Albo tak jak Baudrillard: nocą miasta udaja, że nie śpią - zapalone światła w fabrykach, w ktorych nikt nie pracuje, w domach i blokach, w których nikt nie mieszka. Zużywamy niesamowite ilosci energii, żeby utrzymywać pozór, że istniejemy. Ciemność to pustka i nicość.
Zaleją nas?
Zaleją nas?
poniedziałek, 16 czerwca 2008
Robotnicy na żniwa
Wczoraj usłyszałam: Boska pedagogika jest taka, iż Bóg posługuje się jednym czlowiekiem w celu zbawienia drugiego człowieka, posyła jednego do drugiego. Jako wszechmogący mógłby sam odmienić oblicze swiata i los każdego czlowieka, ale co wówczas byłoby z drugim, komu byłby potrzebny?
Ja myślę, że Bóg sam nie ingeruje ze wzgledu na wolność, ktorą podarował człowiekowi stwarzajac go na swój obraz i podobieństwo, imago i similitudo. Gdyby zabrał zlo, obdarzył szczęściem, zaplanował za nas życie, gdzie byłaby nasza wolność? A tak możesz się zbuntować, możesz wybrać każda inna drogę. Nikt cie za to nie ukaże, nie łudź się że odbierzesz jakąś nagrodę lub karę. Nagroda to bonus, kara to ingerencja - a ty po prostu poniesiesz konsekwencje swych wyborów. Tak jak po nocy dzień, jak po deszczu rosa, i nie ma innej możliwości. Swiat duchowy kieruje się prawem, na pewno innym niz rzymskie;), byc moze niezgłębialnym, ale nie łudź się, że panuje tam dowolność, bałagan ,jak w twej psychice (choć psychoanalitycy już udowodnili że tam też panują żelazne reguły - chwała psychoanalizie - ale w powszechnym mniemaniu panuje opinia ,że porządek w swiecie a chaos w głowie. Wrażenie chaosu bierze się z niemożliwości albo nieumiejetności, co na tym etapie wychodzi na jedno, poznania praw rzeczywistosci psyche). Kierkegaard powiedział: przed wszelkim wyborem jest możliwość samego wybierania. Widział to tragicznie w greckim sensie (bo w ogóle miał taki zmysłowy sposób postrzegania rzeczy) - jeśli dostałeś wolność wyboru, to dostałeś przestrzeń , w ktorej Bóg nie ingeruje. A Bóg to wszystko, transcendecja i immanencja, cały we wszystkim. A zatem dostałeś przestrzeń na pustkę, rodzisz się pusty. Pustka jest złem, miejsce dla nie-Boga, a nie-Bog to Szatan. Eli, eli lama sabachtani. Właściwie wrzucil cie w objęcia szatana, wrzucil cie w swiat, w którym jest jego ślad i obraz, ale brakuje ochrony i pewności. A zatem wybieraj, nie masz innej mozliwości, jesli nie wybierzesz to jest to twój wybór;) Moja interpretacja cudnego Sorena i kazania takiego jednego ksiedza z parafii na Widoku.
Znowu nie jest tak źle. Świat daje możliwośc poznania boga-w-nim. Muszle slimaków, macki osmiornic, liście paproci, futra lampartów. Szukaj a znajdziesz ZAMYSŁ.
Ja myślę, że Bóg sam nie ingeruje ze wzgledu na wolność, ktorą podarował człowiekowi stwarzajac go na swój obraz i podobieństwo, imago i similitudo. Gdyby zabrał zlo, obdarzył szczęściem, zaplanował za nas życie, gdzie byłaby nasza wolność? A tak możesz się zbuntować, możesz wybrać każda inna drogę. Nikt cie za to nie ukaże, nie łudź się że odbierzesz jakąś nagrodę lub karę. Nagroda to bonus, kara to ingerencja - a ty po prostu poniesiesz konsekwencje swych wyborów. Tak jak po nocy dzień, jak po deszczu rosa, i nie ma innej możliwości. Swiat duchowy kieruje się prawem, na pewno innym niz rzymskie;), byc moze niezgłębialnym, ale nie łudź się, że panuje tam dowolność, bałagan ,jak w twej psychice (choć psychoanalitycy już udowodnili że tam też panują żelazne reguły - chwała psychoanalizie - ale w powszechnym mniemaniu panuje opinia ,że porządek w swiecie a chaos w głowie. Wrażenie chaosu bierze się z niemożliwości albo nieumiejetności, co na tym etapie wychodzi na jedno, poznania praw rzeczywistosci psyche). Kierkegaard powiedział: przed wszelkim wyborem jest możliwość samego wybierania. Widział to tragicznie w greckim sensie (bo w ogóle miał taki zmysłowy sposób postrzegania rzeczy) - jeśli dostałeś wolność wyboru, to dostałeś przestrzeń , w ktorej Bóg nie ingeruje. A Bóg to wszystko, transcendecja i immanencja, cały we wszystkim. A zatem dostałeś przestrzeń na pustkę, rodzisz się pusty. Pustka jest złem, miejsce dla nie-Boga, a nie-Bog to Szatan. Eli, eli lama sabachtani. Właściwie wrzucil cie w objęcia szatana, wrzucil cie w swiat, w którym jest jego ślad i obraz, ale brakuje ochrony i pewności. A zatem wybieraj, nie masz innej mozliwości, jesli nie wybierzesz to jest to twój wybór;) Moja interpretacja cudnego Sorena i kazania takiego jednego ksiedza z parafii na Widoku.
Znowu nie jest tak źle. Świat daje możliwośc poznania boga-w-nim. Muszle slimaków, macki osmiornic, liście paproci, futra lampartów. Szukaj a znajdziesz ZAMYSŁ.
sobota, 14 czerwca 2008
Góry Pieprzowe
Oficjalnie - parę pagorków niedaleko Sandomierza, jak się jedzie na Kamień Plebański, rezerwat przyrody, bogata roślinność kserotermiczna. Dla wtajemniczonych - magiczna kraina, o każdej porze roku inna. Wiosna - klimaty japonskie, dzikie wiśnie i śliwy, zarośla tarniny kipiace piana bieli, delikatna zieleń młodych liści, gałęzie jarzębin i grusz powykręcane od nadmiaru slońca, marnej ziemi - "pieprzowej", a dokładniej z łupków kambryjskiech, tak starych, ze rozpadajacych się od samego dotyku, od suszy. Mała scieżka jak z chińskich kaligrafii, biegnąca pomiedzy krzakami i skalami, zakrywajaca i odkrywajaca nowe widoki, na modłę ogrodów spacerowych Katsury na przykład. U podnóża starorzecze wisły, z gładką tafla nieruchomej wody. Lato - kilmaty już bliższe ,środziemnomorskie, spalona ziemia koloru popiołu, a na niej fajerwerki dzikich róż, jałowców jakoby te cyprysy, gałęzi oliwników, dzikich jabłoni i grusz, wszelakich ziół - macierzanek, oregana, mięty, szałwi. W głowie się kreci od zapachów i upału, w uszach szumi od cykad i świerszczy. Az trudno uwierzyć ze lazur nieba nie łączy sie z lazurem morza (nie chodzi o to by było doskonale;)), ale, ale, jest staw z grążelami i pałkami, tatarakami, bobrkami i innymi cudami flory, ktorych nazw nawet nie wypowiem, jest wstega wisły i falujące morza traw i zbóż. Jesień - feeria barw jak indian summer (co prawda nie widziałam ale to musi być to, jeśli nie jest przereklamowane), korale jarzębin i głogów, czerwień liści grusz i śliw, złoto pod nogami, czerwienie, brązy, oliwki, zieleń mchowa. A zima? zima jest tajemnicą, milczeniem. Nigdy nie byłam tam w zimie. Nie wiem czy sciezki są przetarte, czy stawy zamarzają. A kolory? Znowu kaligrafia pędów? Płatki śniegu i seledynowe porosty na gałęziach? I ta pionowa perspektywa, jak z "Wędrowca w Górach Śnieżnych"? A może mi sie to śniło?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)