poniedziałek, 23 czerwca 2008

Koniec świata, i co dalej?

Trwa moja nieustanna fascynacja kulturami Wschodu. I bliskiego i dalekiego. Inspiracją jest ciągłe bicie na alarm różnej masci publicystów, że oto islam nas zalewa i zaleje, ale... przedmurze chrześcijaństwa, do boju! Do boju, Polacy! Taak. Tyle razy dawaliśmy radę, że może i tym razem damy. Na razie nie jest źle, tak jak na Zachodzie, który porzucił wiarę przodkow i taki nagi i bezideowy, bezlitosnie jest wystawiony na zalew "czarnych". Tak, bylam w Holandii, i z jednym dzieckiem na ulicy czułam sie jak Rumun, tam nie ma dzieci na ulicy, dzieci jest mieć obciach, jesteśmy bogatym i racjonalnym spoleczeństwem, wiemy, że wychowanie dzieci to trud i odpowiedzialność, lepiej niech sie tym zajmą wyspecjalizowane instytucje, należy powolać specjalną agendę rządową, a my bedziemy na to łożyć pieniądze i w zamian będziemy mieć święty spokój i uregulowany przyrost naturalny. Społeczeństwo, które spi, które zasnęło dawno i nie ma zamiaru się obudzić. Kościoły, fajewrweki kunsztu dawnych budowniczów katedr, zamienione w galerie sztuki współczesnej. Do koscioła nikt nie chodzi, zapomnieli Boga, nawet jako folklor w kulturze, nawet jako idea, którą mozna by sprzedać. W zamian jest sztuka - nie wiem doprawdy,czy to jeszcze wyraz tęsknoty za absolutem, za czymś więcej niz tu i teraz. Czy raczej jakaś idea na postmodernistycznym targowisku idei, interkulturowym bajzlu. To nie jest społeczeństwo konsumpcyjne, spoleczeństwo konsumpcyjne to Polacy, kupuja i żrą, i rosną jak monstrualny pająk, i chcą więcej i więcej, chleba, igrzysk, ziem odzyskanych, dzieci, pieniędzy, szczęścia. A oni maja tyle ile pragną i nic więcej. A nic wiecej nie pragną, bo zeby pragnąć trzeba zyć, a oni śnią. Zdecydowanie schylkowa kultura, gdyby pomyslec po chińsku, to trzeba by powiedzieć, że pewne tendencje w niej osiagaja właśnie swe apogeum i nieuchronnie przejdą w swe przeciweiństwo. Taki starozytny Rzym. wystarczy tylko najechać, a rozsypie się jak domek z kart. Milosz opisywał koniec świata w oeconomia divina: swiatu braklo podstaw, ożywczego krwioobiegu idei, i umarł. Na razie tego nie widać, bo swiat umiera jak góra, która przestała rosnąć i za miliony lat zetrze ją wiatr i deszcze, erozja rozsypie ją w pył. Koniec świata już nastąpił, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Albo tak jak Baudrillard: nocą miasta udaja, że nie śpią - zapalone światła w fabrykach, w ktorych nikt nie pracuje, w domach i blokach, w których nikt nie mieszka. Zużywamy niesamowite ilosci energii, żeby utrzymywać pozór, że istniejemy. Ciemność to pustka i nicość.
Zaleją nas?

Brak komentarzy: