Nikt ode mnie nie wymaga tworzenia indywidualnej historii ogrodu, tworzenia sensu i mitu. To tak, jakby od artysty malarza domagac się portretu bez podobieństwa do modela. No w sumie może któryś by to zgodzil się namalować, ale zeby tak cały czas, to lekka przesada!. A ja muszę tak ciagle. Zasłonić od sąsiadów. Bezobsługowo. Najlepiej zawsze zielono i kwitnąco, ale bez liści do jesiennego sprzątania. No i to magiczne słowo - naturalnie. Słowo, które otwiera zaufanie każdego klienta. Ale znaczy zwykle - bez geometrii. Czemu Polacy nie znoszą strzyżonych bukszpanów, cisów i prostokąrtnych zbiorników, rabatek różanych? Może to jakieś echo koncepcji M. która twierdzi że Słowianie maja duszę dionizyjską i uznają dynamis (uczestnictwo) zamiast theoria (nieruchomy oglad, rzecz jasna:)? Dałby Bóg, ale wątpie o tak głębokim dnie całej sprawy. Bo tak naprawdę żądają ogrodów wypranych z jakiejkolwiek natury, czy to naturans czy naturata. Thuja obok tui be, obok cyprysika już cacy. Za nic maja nowoczesne trendy w sztuce ogoedowej, a więc dziką mieszankę przyrody i geometrii. Łąki i stawy, beton i jabłonki. No przecież nie domagam się ekstremy, a i często te pseudoartystyczne wyczyny uważam za kompletnie chybione. Najgorzej jak jeszcze mizdrzą się do publicznosci. Ale żeby chociaż spróbować. Przecież wszyscy kochamy minimalizm we wnetrzach, podobno. No ale "podgrzewany", i hier liegt ein Hund begrieben. Najlepiej troche minimalizmu, a reszta - swojskie ciepełko. No to połącz projektancie minimalizm ze swojskim ciepełkiem, proszę bardzo. Ludzie, którzy maja w domu wampirskie czarne ściany, i meble ze szkła, w ogordzie chcą mieć trawke, naturalne iglaczki i co najwyzej kamienny murek. może to kompletne niedouczenie, bo mimo wysiłków naszego szkolnictwa, cos tam o sztuce wysokiej każdy liznął, ale już w szczegółach, a zwłaszcza w takich sztukach z pogranicza jest cienki jak ołowek.
W dawnych ogrodach zawsze była treść, ogordy odsyłały do - . No właśnie, zawsze do jakiejs rzeczywistości poza nimi samymi. Najczęściej do rzeczywistości którą krąg arabsko chrzescijański nazywał rajem, a orient - jo-do, czystą ziemią. Pola elizejskie. Miejsce albo docelowego albo tymczasowego pobytu dusz. Z perska para-daeza, czyli miejsce ogrodzone murem. Paradise. miejsce ogrodzone, o-gród. Wyjete spod prawa ziemskiego, wyrwane naturze, pustyni. Na przekór przyrodzie utrzymywane w sztucznym stanie zielonosci i obfitosci wody. Schronienie dla uprzywilejowanych. Antynaturalne! Właśnie w tej sztuczności mogła się objawić po raz chyba pierwszy w ogrodach - sztuka jako przeciwieństwo natury. Długie kanały z nieruchomymi taflami wód, regularne wodotryski, strzyżone i pielęgnowane żywopłoty, choćby Dziedziniec Mirtów w Grenadzie. Najbardziej zaawansowane technicznie urządzenia do pompowania i tłoczenia wody, akwedukty, kaskady. Umysł arabski, po solidnym treningu na greckich mistrzach, dokladny, precyzyjny, uporządkowany, myślacy strategicznie i do bolu celowo. Umie skonstruować ogród tak jak bombę. W taflach basenów odbijają sie idealnie symetryczne budynki, podwajaja swe kształty, zwielokrotniaja się odbicia ludzi. Odniesienie do nierzeczywistości świata w którym żyjemy, piękna ilustracja jaskini platońskiej, idei i rzeczy. Krajobraz będący odbiciem ducha-umysłu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz