sobota, 14 czerwca 2008

Góry Pieprzowe

Oficjalnie - parę pagorków niedaleko Sandomierza, jak się jedzie na Kamień Plebański, rezerwat przyrody, bogata roślinność kserotermiczna. Dla wtajemniczonych - magiczna kraina, o każdej porze roku inna. Wiosna - klimaty japonskie, dzikie wiśnie i śliwy, zarośla tarniny kipiace piana bieli, delikatna zieleń młodych liści, gałęzie jarzębin i grusz powykręcane od nadmiaru slońca, marnej ziemi - "pieprzowej", a dokładniej z łupków kambryjskiech, tak starych, ze rozpadajacych się od samego dotyku, od suszy. Mała scieżka jak z chińskich kaligrafii, biegnąca pomiedzy krzakami i skalami, zakrywajaca i odkrywajaca nowe widoki, na modłę ogrodów spacerowych Katsury na przykład. U podnóża starorzecze wisły, z gładką tafla nieruchomej wody. Lato - kilmaty już bliższe ,środziemnomorskie, spalona ziemia koloru popiołu, a na niej fajerwerki dzikich róż, jałowców jakoby te cyprysy, gałęzi oliwników, dzikich jabłoni i grusz, wszelakich ziół - macierzanek, oregana, mięty, szałwi. W głowie się kreci od zapachów i upału, w uszach szumi od cykad i świerszczy. Az trudno uwierzyć ze lazur nieba nie łączy sie z lazurem morza (nie chodzi o to by było doskonale;)), ale, ale, jest staw z grążelami i pałkami, tatarakami, bobrkami i innymi cudami flory, ktorych nazw nawet nie wypowiem, jest wstega wisły i falujące morza traw i zbóż. Jesień - feeria barw jak indian summer (co prawda nie widziałam ale to musi być to, jeśli nie jest przereklamowane), korale jarzębin i głogów, czerwień liści grusz i śliw, złoto pod nogami, czerwienie, brązy, oliwki, zieleń mchowa. A zima? zima jest tajemnicą, milczeniem. Nigdy nie byłam tam w zimie. Nie wiem czy sciezki są przetarte, czy stawy zamarzają. A kolory? Znowu kaligrafia pędów? Płatki śniegu i seledynowe porosty na gałęziach? I ta pionowa perspektywa, jak z "Wędrowca w Górach Śnieżnych"? A może mi sie to śniło?

Brak komentarzy: